Tadeusz Tumalski Tadeusz Tumalski
701
BLOG

Rezonansowy kwartet (II); Zaśmiecanie fizyki

Tadeusz Tumalski Tadeusz Tumalski Nauka Obserwuj temat Obserwuj notkę 4

W serii notek 'Rezonansowy kwartet' przedstawię moje próby znalezienia rezonansowego 'wspólnego mianownika' dla czterech wewnętrznych ciał Układu Słonecznego: Ziemia-Księżyc i Wenus-Merkury. Na początek przedstawię jednak kilka lokalnych hipotez, które zawieszone w argumentacyjnej próżni, jako swoiste naukowe 'wrzutki', blokują możliwość syntezy poznanych, pomierzonych i po wielokroć fotografowanych już dotychczas faktów z historii Układu Słonecznego.

Zaśmiecanie fizyki

W mojej poprzedniej notce 'Rezonansowy kwartet (I)' przedstawiłem kilka przykładów tzw. 'katastroficznych hipotez' jako prób rozwiązania niektórych istotnych problemów naszego Układu Słonecznego. I tak, powstanie ziemskiego Księżyca miałoby być skutkiem dwóch kosmicznych zderzeń: "giant impact" i "big splat", czy też 'splash', różnie to jest pisane. Zderzenie Ziemi ("giant impact") z jakąś planetoidą (planetą?) wielkości Marsa, zwaną 'Theja', miałoby być przyczyną powstania Księżyca Ziemi. W wyniku tego 'giant impact' miałyby powstać dwa obiekty: "Księżyc duży" i "Księżyc mały". Następne zderzenie 'big splash' "Księżyca małego" z istniejącym już "Księżycem dużym" miałoby ukształtować różnice między stroną widoczną i niewidoczną dzisiejszego Księżyca. Wyznawcy hipotezy 'giant impact' przez długi czas ani słowem nie wspominali skąd i dlaczego w tym miejscu miałaby się wziąć planetoida o niezbędnej dla hipotezy masie i na niezbędnej dla tej hipotezy orbicie kolizyjnej z Ziemią. Tę planetoidę R. Canup (SWRI) swego czasu wzięła bezpośrednio z sufitu i wprowadziła do jej symulacji komputerowych "Giant Impact". Z biegiem czasu i w miarę rozrostu stosu publikacji o 'Giant impact', pojawiła się idea, jakoby to owa 'Theja' mogła powstać w punkcie libracyjnym L4 Ziemi.

Wbrew leżącym jak na dłoni dowodom z obserwacji 'Trojan' i 'Greków', które jakby znudzone snują się wokół  punktów L4 i L5 Jowisza bez jakiejkolwiek 'chęci do walki' i tworzenia większych obiektów, wprowadza się hipotezę, że w punktach L4 czy L5 dużo mniejszej przecież Ziemi mogła powstać jakaś 'Theja'. Ponadto rzeczona 'Theja' musiałaby powstawać czasowo równolegle z Ziemią, żeby przed 4,7 miliardami lat jako 'już gotowa' mogła być przyczyną 'narodzin' Księżyca.  Jest to kolejna, czasowo i fizycznie nielogiczna, hippoteza wzięta prosto 'z sufitu' i na domiar złego opublikowana w znaczących publikatorach naukowych, np. 'Scientific American' 'Giant Impact Theory of Lunar Formation Gains More Credibility'

 A tam czytamy:

Canup’s model: her new study proposes a smashup of two comparably sized objects. “The set of impacts that I identify that can do this involve a much larger impactor than had been considered before,”

 Matija Ćuk (SETI), Sarah Stewart (Harvard): “...invokes a small, high-velocity projectile smacking into a fast-spinning proto-Earth. Like an interplanetary mortar, that high-energy impact would fling out a cloud of debris composed primarily of material from Earth.”

W tym miejscu należy chyba zadać pytanie, czy to, co ci państwo uprawiają, to jeszcze jest fizyka, czy już tylko czysta gra w kosmiczne kości za pieniądze podatnika. Czytając te wszystkie 'impactowe fantasmagorie' zastanawiam się czasem, czy ci wyznawcy 'big impact' patrzą jeszcze od czasu do czasu na chociażby taki rysunek jak ten poniżej, i czy zadają sobie jeszcze pytanie:

- czy to co prezentują światu, miało, chociażby statystycznie,  szansę zaistnieć 

image

Niektórzy twierdzą, że "Bóg nie gra w kości". Po lekturze tych wszystkich 'impactowych pomysłów' można dojść do wniosku, że wręcz przeciwnie, Wrzechświat i my wszyscy wypadliśmy jak jakiś 'jackpot' z jednorękiego bandyty, przy którym siedzi nałogowy gracz.

 Tutaj mały uśmiech w kierunku Snafu, który pracuje ostatnio w miarę jego wolnego czasu nad programem do liczenia orbit. Ciekawe, co powiedziałby jego program na widok tych 'kosmicznych podrygów' poniższego obiektu, (to śmieszne, czarne 'coś') wzięte prosto z sufitu, bo na pewno nie pochodzi to z realnie istniejącego kosmosu. 

 

 

 O ile jeszcze powyższa symulacja 'w tonacji GIF' może być zrzucona na karby nie zawsze sensownych produkcji na Wikipedii,  o tyle poniższy filmik jest dziełem dwóch poważnych, czego by to nie miało oznaczać, fizyków. Jeden bardziej poważny (bo z USA) Eric Asphaug (University of California, Santa Cruz) a drugi ze Szwajcarii Martin Jutzi (University of Bern). Jutzi i Asphaug rzucają tym 'mniejszym księżycem' z 'giant impact' w ten większy i w efekcie otrzymują 'coś plamistego', jakby Księżyc Ziemi.

 

Gdyby ta symulacja była dziełem studentów na ćwiczeniach do zaliczenia z modelowania komputerowego, to moglibyśmy jeszcze powiedzieć: "...fajnie wyszło. Coś tam chlapnęło, coś się rozlało. Obiekty poruszają się sensownie, można dać zaliczenie".

Problem jest jednak w tym, że intencją tego filmiku miało być, według autorów, wyjaśnienie różnic w topografii strony widocznej i niewidocznej Księżyca i zaprezentowanie tego z całą powagą i całemu światu. Jeśli ta symulacja ma być wyrażeniem poważnej naukowej opinii, to musimy tutaj zatem z całą powagą zapytać o metodę naukową, jaka została zastosowana do tych rozważań i do tworzenia tych symulacji zdarzeń (zderzeń?). Oglądając ten filmik można odnieść wrażenie, że Jutzi i Asphaug jedyne ich obserwacje widocznej strony Księżyca prowadzili wyglądając w czasie pełni przez okno z laboratorium. Bo gdyby zadali sobie trud obejrzenia chociażby zdjęć powierzchni Księżyca z programu APOLLO czy Lunar Orbiter (1-5), to powinny się u nich pojawić bardzo poważne wątpliwości, czy widoczna strona Księżyca mogła powstać w wyniku ich pomysłu pt. "big splat".

Przypatrzmy się dokładniej dwóm widocznym gołym okiem z Ziemi obszarom na Księżycu: Mare Imbrium i Sinus Iridum. Już zdjęcia Lunar Orbiter i APOLLO pokazywały dość dokładnie jak na tamte czasy ich powierzchnię. Ale dopiero wystrzelony w 2007 roku  japoński satelita KAGUYA pokazał powierzchnię Księżyca w rozdzielczości 10 m/px. Na poniższym filmie KAGUYA przelatuje nad płasko rozlaną powierzchnią lawy Mare Imbrium, która to lawa jest częścią LMO (Lunar Magma Ocean). Z dużej różnorodności kraterów większych i mniejszych widzimy, że najmniejsze nawet okruchy, które z dużą prędkością uderzały w powierzchnię tej lawy, pozostawiły ślady (kratery), które przetrwały ponad 4 miliardy lat do naszych czasów. Polecam klatkę t=19s z kraterem "bałwankiem".

 W tym miejscu musimy zadać pytanie, jak musiałaby wyglądać powierzchnia Mare Imbrium, gdyby cała ta lawa spadła na powierzchnię Księżyca z orbity? Czy powierzchnia ta mogłaby pozostać taka równa i płaska? Na filmach KAGUYA nie da się stwierdzić żadnych śladów owego 'big splat', który Jutzi i Asphaug przedstawili na ich symulacji.

Poniższe zdjęcie pokazuje ten sam obszar z innej wysokości i przy innym kącie padania promieni słonecznych. Widzimy krater 'bałwanek' i wszystkie inne kratery, ale przede wszystkim widzimy zastygłe pofałdowania lawy rozlewającej się z Mare Imbrium (prawy dół) w górę na lewo w kierunku Sinus Iridum. Na zdjęciu tym widzimy, że powolny wzrost poziomu lawy wypełniał kratery i wszystkie inne zagłębienia terenu. Kierunki rozlewu lawy podkreślone są na rysunku czerwonymi znakami (+).

Na fotografii tej nie znajdujemy natomiast żadnych śladów gwałtownych rozbryzgów lawy, które musiałyby pozostać widoczne po upadku dużego obiektu z orbity. 
 

 

Ze zbioru powyższych wywodów można zatem wyciągnąć wniosek, że wszystkie te katastroficzne teorie dotyczące powstania i ewolucji Księżyca Ziemi są zawieszonymi w powietrzu hipotezami i w żaden sposób nie dają się skorelować z faktami obserwacyjnymi.

 
Pozdrawiam wszystkich
 
cdn

 

Ciekawy (i szukający) odpowiedzi na pytania odsuwane w kolektywną podświadomość fizyków zawodowych.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Technologie