Witam,
kilka dni zastanawiałem się, jak do tematu tej Pańskiej notki o Chińczykach podejść. I znów zdecydowałem się na formę oddzielnej notki. W komentarzach byłoby za dużo grafik i tekstu. Po raz kolejny stwierdzam w Pańskich notkach jakiś zastanawiający brak krytycyzmu i wyostrzonego 'mistrza szkiełka i oka' w stosunku do hipotez, które Pan tutaj na Salonie prezentuje. Pierwszy raz zgrzytnęło mocno po bandzie w tekście o "Symfoniach Saturna" Shukli. Napisałem notkę, która leży w magazynie, nie wiem czy ją wrzucę, bo trochę już przeterminowana. Teraz powtarza Pan ten sam schemat pisania (myślenia?) co wtedy z tą "Symfonią". Trafia pan na jakiś artykuł, niech będzie, że z Chin, też im wolno pisać i zbierać pozycje do 'dorobku naukowego'. Problem w moim rozumieniu fizyki i ogólniej, nauki polega w tym przypadku na tym, ze Pan przedstawia już kolejny artykuł jako swoisty 'początek nowej drogi' dla fizyki, swoiste 'chińskie objawienie' prowadzące fizykę do niezbitego dowodu słuszności Ogólnej Teorii Względności (rym to przypadek). I podobnie jak w 'Symfoniach' wrzuca Pan jakiś rysunek z sieci dla podmalowania notki. Nie będę już bliżej wnikał w fakt, że rysunek pochodzi z domeny o znaczącej nazwie 'Mapping Ignorance', bo to nazwa nieco na wyrost, przynajmniej w przypadku tego rysunku. To co mnie interesuje, to szczegóły tego rysunku. Podstawowe pytanie brzmi:
-gdzie jest płaszczyzna ekliptyki?
Czy ekliptyka leży w płaszczyźnie rysunku, czy prostopadle? Z położenia tych pomarańczowych plam na niebieskim kółku, które ma przedstawiać Ziemię, tego się nie da wywnioskować. I w jednym i wdrugim przypadku rysunek jest niejasny, raz mniej, raz więcej. Prosta łącząca S-Z-K przechodzi przez Morze Karaibskie, jakoś na skos przez Atlantyk.
Ani to równik, ani widok na biegun, tak nie powinno się pokazywać fizyki. Poruszając poważny temat naukowy należy zwracać uwagę na takie szczegóły, bo od takich szczegółów zależy też waga i powaga tekstu.

Inny problem tego rysunku, to te pływowe garby ziemskiego globu. Nie wiem czy Pan sobie przypomina, że przed kilkoma tygodniami strzępiliśmy sobie tutaj klawiatury na temat tych garbów. Chodziło też o grawitację. O ten wątpliwy mocno proces 'pompowania' momentu z Ziemi na Księżyc. O przesunięciu kątowym tych garbów pływowych względem linii Z-K zdają sie Chińczycy faktycznie nie wiedzieć, albo wiedzieć nie chcą, gdyż nie wspominają o tym w ich artykule. Ani słowem nie wspominają też o wnętrzu Ziemi, o jądrze, o rozkladzie gęstości. A są to parametry dość istotne w rozważaniach grawimetrycznych o odkształceniach bryły Ziemi i zależą od wzajemnej pozycji ciał w układzie S-Z-K.

Nie mniej istotny jest rozkład ciśnienia wewnątrz Ziemi, który jest przyczyną 'kartoflanego wyglądu' bryły Ziemi.

Reasumując zatem ten wywód, należy pogratulować chińskim autorom niezwykłej odwagi. Wyciąganie tak zdecydowanych i jednoznacznych wniosków o fundamentalnym jawisku w naszym Uniwersum, jakim jest siła grawitacji na podstawie sześciu(!) pomiarów grawimetrycznych w dwóch(!) punktach w Himalajach wymaga nie lada odwagi albo dużej desperacji. Jakoś intuicyjnie skłaniam się jednak bardziej w kierunku desperacji autorów. Najwyraźniej przycisnął ich czas 'wykazania aktywności naukowej' i jakiejś publikacji. Zjawisko dobrze znane w świecie naukowym. W podziękowaniach czytamy:
"The authors express great thanks to Pan HuaiWen and Li ZhengYuan of the Network Center of China earthquake Administration, for kindly providing the Earth tide data of WS and SQH stations..."
Jak widzimy, autorzy nie musieli prowadzić żadnych badań, nie musieli ustawiać żadnego sprzętu. Wystarczył telefon do Center of China earthquake Administration, skąd otrzymali pliki z danymi i potem potrzebowali już tylko kilka wzorów, trochę tekstu wyjasniającego (albo i nie) i pozycja na liście publikacji gotowa. No bo przecież relatywista relatywiście oka nie wykole. Obaj siedzą przecież na tym samym promieniu światła.
Trochę niefortunnie się tylko złożyło, że dane z Center of China earthquake Administration nie przydały się za bardzo do prognozowania trzęsień ziemi w Chinach. W ostatnich dniach znów parę setek ludzi u nich zginęło przez trzęsienie ziemi. No ale nie można mieć wszystkiego.
Na koniec jeszcze tylko jedna uwaga. Z niejakim uniesieniem pisze Pan:
Cytat:"Otóż, pod koniec roku 2002 dokonano już pomiaru prędkości propagacji grawitacji !"
Pomiar ten obrazuje Pan poniższym rysunkiem. Co to są te koncentryczne ćwierć-kręgi od Jowisza w kierunku Ziemi? Z tego co pamiętam, to fale grawitacyjne, żeby można było w ogóle marzyć o ich detekcji, to muszą być 'generowane' przez takie solidniejsze trochę masy jak np. gwiazdy i to w sytuacjach trochę dynamiczniejszych, żeby nie powiedzieć dramatycznych, jak wybuchy. Tutaj przedstawiony jest Jowisz, który smętnie porusza się 13 km/s wokół Słońca. Z tego miałyby powstac jakieś mierzalne fale grawitacyjne? Ja się nie dziwię, że ten 'pomiar prędkości grawitacji' nie znalazł wielu zwolenników.

Powiem nawet więcej. Mam poważne podejrzenia, że pomiary uzyskane przez radioteleskopy użyte przez Fomalonta-Kopiejkina nie pokazały nic innego, niz pokazuje to poniższ fotografia. Fata morgana powstaje na tej samej zasadzie. Światło przechodzi pod małym kątem przez warstwy gazu o różnej temperaturze (i gestości) i ulega ugięciu. Przez to powstaje obraz pozorny.

Nie jest wykluczone, że pomiary uzyskane z owego słynnego zaćmienia Słońca z roku 1919 mogły powstać na tej samej zasadzie.
Pozdrawiam



Komentarze
Pokaż komentarze (15)