wyrwało się jedno zdanie:
"Podkreślają własną słabość żale na "przykrycie" wydarzenia przez dopalacze (nosił wilk razy kilka...)."
jaroslawflis.salon24.pl/235924,nowe-twarze-stare-zludzenia
Pan Flis w tym zdaniu wprost stwierdza, że P......kot to nie żaden świeży powiew w polskiej polityce, czy ten co to mówi/mówił to co inni myśleli a bali się powiedzieć jak z orgazmem wieszczą wyznawcy P....ta. Facet na P to zwyczajny żołnierz PO mający określone zadania do spełnienia (w szczegolności tzw. przykrywanie wydarzeń niewygodnych dla PO, czy prowokowanie przeciwników) a nie żaden tam gombrowiczowski typ, który stoi ponad głowami polskich polityków i widzi więcej i dalej. Ponieważ z całym szacunkiem dla Pana Flisa nie sądzę, żeby przerastał o głowę całe stada "niezależnych" i "apolitycznych" politologów, socjologów i analityków politycznych włóczących się po wszystkich tiwi, radiach i gazetach znaczy to, że wszyscy oni kłamali piejąc o wyjatkowości P. Mają oczy, uszy, swój rozum i wiedzieli tak samo jak Pan Flis po co służy P. A jednak wciskali i wciskają od paru lat ciemnemu ludowi kity jw. To, że robili to dziennikarze zostawiam już na boku bo dziś najstarszy zawód świata w Polsce cieszy się chyba większym szacunkiem niż uprawianie dziennikarstwa. Co innego jednak koledzy Pana Flisa bardzo często, a właściwie z reguły, pracujący na uczelniach, wykładający na nich, robiący kariery tzw. naukowe. Naukowców obowiązują jednak inne, o wiele wyższe, standardy niż dziennikarzy. Mają oni w końcu dociekać prawdy i próbować poznawać i tłumaczyć świat. A nie łgać w żywe oczy ze względu na swe sympatie polityczne i te łgarstwa zaszczepiać jeszcze swym wychowankom. Co niewątpliwie czynią. Bo jeśli potrafią kłamać i manipulować w tiwi przed milionową czasem widownią to z pewności czynią to też na sali wykładowej ...
Inne tematy w dziale Polityka