Tak nie mylicie się. Dobrze przeczytaliście. Przyznam, że sam nie wiem czy to żart, czy może ja odbieram na zupełnie innych falach? A i zaznaczę nie czepiam się absolutnie tu GW co mam oczywiście nagminnie w zwyczaju ;) Po prostu zamieścili ten fotoreportaż. Fotoreportaż z podróży po pracę Jose Manuela Abela z Sewilli. W założeniu ma łzy wyciskać. Oto ostatnie chwile z rodziną. Stracili dom, nie byli w stanie spłacić. W sumie trzeba współczuć. Tyle, że od pewnego momentu robi się z tego jakaś raczej farsa.
Rozpacz, jedna walizka i 250 euro w kieszeni.
Zaraz potem pełny luzik.
Potem "cudowne" znalezienie pracy.
Dalej to już w ogóle pełen matrix. Jak ze stron typu ktoś "looking at".
Więc Jose wyciera twarz ręcznikiem.
Jose myje patelnię.
Potem Jose patrzy na talerz z jedzeniem.
Żeby była pełna jasność. Ja rozumiem, że decyzje bohatera tego fotoreportażu były trudne. Prawie pięćdziesiątka na karku. Trudniej się wtedy podejmuje takie wyzwania. Lata swoje robią. Rozłąka boli. Porównując jednak warunki w jakich startowali do życia na emigracji bezrobotni z na przykład Polski jadący w zupełne ciemno po całej Europie to Jose miał po prostu raj. Pojechał na pewną posadę nie w ciemno. Pojechał. Poleciał. Nie tłukł się jakimś rozklekotanym busem przez całą Europę. Na papierosy go stać. To chyba aż tak najgorzej nie ma. Warunki w hostelu może trudne do zaakceptowania dla kogoś kto miał swój dom. Sam już nie za bardzo nadaję się do "harcerskiego" życia. Jednak na głowę nie kapie. Czysto jest.
Tak bezrobocie może być trendy zwłaszcza jak towarzyszy Wam fotoreporter z Reutera.
Całość tu:


Komentarze
Pokaż komentarze