Obrońcy zabytków juz szykują flaszki z szampanem (osobiście kupię wieczorem mołdawski). Udało się. Najwyraźniej urzędnicy wystraszyli się prasy i opinii publicznej.
Sprawa Pałacu Saskiego, a konkretnie odkrytych przez archeologów piwnic, rozpaliła wszystkie środowiska - od Gazety Wyborczej (vide cykl tekstów Urzykowskiego plus duży tekst pod adresem http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,54420,3925679.html ) poprzez TOnZ, ekologów, po ludzi związanych z Gazetą Polską (założyli Społeczny Komitet Obrony Piwnic Pałącu Saskiego). Na debatę poświęconej piwnicom w Muzeum Historycznym ciężko było się wepchnąć. Był tłum warszawiaków, specjaliści, profesorowie, władze miasta i mocne słowa.
Był też wiceprezydent Paszyński, który twierdził, że wyrok na piwnice zapadł, a tak w ogóle to on nie wie o co warszawiakom chodzi, bo np. jego dzieci wcale nie chcą oglądać żadnych piwnic.
(Ładną ekipę ma HGW, prawda?)
No więc jednak się udało. Maciej Czeredys, zastępca wojewódzkiego konserwatora zabytków, rozpoczął procedurę wpisania piwnic do rejestru zabytków. Co to oznacza? Tyle, że miasto nie może już zniszczyć piwnic.
W tym miejscu trzeba jednak podziękować dziennkiarzom Dziennika, Gazety Wyborczej, Gazety Polskiej, Życia Warszawy (nie wiem komu jeszcze). I mieszkańcom Stolicy, którzy chyba po raz pierwszy naprawdę wzięli sprawy w swoje ręce.
Brawo, kochani!



Komentarze
Pokaż komentarze (5)