3 obserwujących
10 notek
11k odsłon
  1019   4

O zbiórce Zosi na studia, kowbojach i dwóch wygranych w IT (opinia)

Przyglądam się właśnie komentarzom do mojej przedwczorajszej notki „Też jestem geniuszem i też zbieram pieniądze… o internetowym żebractwie krótka opinia” - w kilku miejscach poniekąd zostałem przywołany do tablicy, a to spowodowało, że chciałbym przeprowadzić pewną krótką polemikę.

Zacznijmy od „niezawodnej polskiej zawiści”. Jestem w stanie zrozumieć, że częstym standardem w dzisiejszych czasach jest unikanie dyskusji (żeby, broń Boże, nie urazić kogoś złym wyrazem, zaimkiem czy, cytując klasyka, popierdółką) i podążanie jedyną słuszną ścieżką wyznaczoną przez „gadające głowy” z mainstreamu, ale na TechRacji chciałbym również poruszać tematy trudne czy drażliwe.

Proszę mi powiedzieć, jak mógłbym zazdrościć komuś, o kim wczoraj pojęcia nie miałem? Po co miałbym zatruwać swoje życie czymś, na co nie mam wpływu?

Z ciekawości spojrzałem sobie na stronę zrzutka.pl. Jako zawodowy informatyk muszę powiedzieć, że wygląda całkiem nieźle. Nie korzystałem z niej, i opieram się tylko na tym, co widzę. Jest poprawny certyfikat, a domena została zarejestrowana w 2008. W przypadku zrzutek prywatnych powyżej 20 000 PLN / 50 000 PLN (zależy od pewnych czynników) konieczne jest potwierdzenie celu zrzutki. Istnieje jeszcze coś takiego jak kontrola tożsamości osobistym przelewem bankowym i dokumentem, a na deser jest PayU i licencja Krajowej Instytucji Płatniczej, jak również nadzór Komisji Nadzoru Finansowego (cokolwiek to nie znaczy).

We wpisie whois nie ma informacji o tym, ile razy domena zmieniała właściciela. Przynajmniej w jednym miejscu znalazłem informację, że w 2019 strona miała nieważny certyfikat SSL (choć zdarza się to najlepszym, to włącza u mnie pomarańczowe światełko ostrzegawcze). Mimo tych dwóch drobiazgów wygląda na to, że miejsce jest znane i w porządku.

To, co napiszę za chwilę, będzie czysto hipotetyczne. Załóżmy, że ktoś chciałby zrobić zrzutkę w czyimś imieniu (podszywając się pod kogoś). Potrzebne jest konto z odpowiednim imieniem i nazwiskiem, skan dokumentu tożsamości, a w przypadku większej sumy potwierdzenie, że pieniądze zostaną wydane na konkretny cel. Powiedziałbym, że jest raczej mało prawdopodobne, żeby ktoś to wszystko idealnie przygotował, choć z drugiej strony nie jest to niemożliwe.

Jeżeli chodzi o samą treść, to bardzo nie spodobał mi się brak linków online albo chociaż wideo na YouTube. Czy w 2021 ktoś robi wszystko offline? Czy nie oznacza to słabości i zacofania? Innym tematem jest harmonogram - o Brexicie wiadomo było dawna, nastąpił jakoś tak pod koniec stycznia, a Zofia potrzebuje pieniędzy do końca lipca. Czy potrzeba szybkiego działania nie jest charakterystyczna dla wszystkich wymuszeń? (ofiara lub darczyńca ma mniej czasu do namysłu, i po dokonaniu przelewu ma większe zadowolenie i poczucie dobrze spełnionego obowiązku). I czy nie można było w zamian za największą kwotę postarać się o nazwanie jakiejś planetoidy ksywką dobroczyńcy? (tu oczywiście wymyślam, ale w przeszłości, gdy wsparłem film, to moje imię mogło znaleźć się w napisach końcowych).

Należy zauważyć, że na początku poprzedniej notki napisałem wyraźnie w dwóch miejscach „załóżmy, że” (tutaj ważne było czytanie ze zrozumieniem). Nie opowiadałem się się za którąś wersją (zrzutka jest prawdziwa / fałszywa), chciałem tylko zwrócić uwagę na pewne kwestie związane z żebractwem.

Mam takie mocne wrażenie, że w wielu wypadkach ludzie praktycznie w całej Europie przyzwyczaili się, że im się należy. Należy się matce wychowującej samotnie dziecko, należy się artystom, należy się mniejszościom, większościom, i wszystkim innym. Fundacje rosną jak grzyby po deszczu, a wszelkiego rodzaju dotacje, przywileje, ulgi i dodatki bywają dla niektórych całym budżetem.

Skoro dają, to czemu nie brać? A jak dadzą raz, to czemu nie wziąć drugi, trzeci, czwarty raz?

Dla pana spod sklepu złotówka to majątek, dla matki tysiąc złotych to szansa na zakup lepszego jedzenia, dla artysty sto tysięcy to drobne do parkomatu, a dla młodej dziewczyny dwie stówy są szansą dla studia. Każda z tych osób może powiedzieć, że się stara na miarę swoich możliwości, i pewnie będzie mieć rację. Niektóre z ich celów są szczytne, niektóre nie. W prostych przypadkach można to wykryć. Jeżeli ktoś żebrze pod sklepem, często wystarczy się zapytać, czy kupić jedzenie (jeżeli odpowiedź brzmi „kierowniku… no co pan?”, to chyba wszystko jest jasne)

Może więc w ogóle nie pomagać?

Oczywiście, że nie, moim jednak zdaniem, gdzie to tylko możliwe, ludziom należy dawać wędkę, a nie rybę (ciekawe, że różne nowoczesne trendy zakładają, że wszyscy są idealnie równi, a w tej sytuacji pan spod sklepu teoretycznie powinien dostać tyle, co celebryci). Możni tego świata już mówili, żeby jeść ciastka, jak się nie ma chleba (ewentualnie szczaw z nasypów i mirabelki), i trzeba się wspierać, gdy nie można na nich liczyć (proszę zauważyć, ilu z nich lata samolotami, a mówi o ochronie klimatu, rezygnacji z mięsa, samochodów, etc.).

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo