9 obserwujących
34 notki
42k odsłony
  1047   1

Też jestem geniuszem i też zbieram pieniądze… o internetowym żebractwie krótka opinia

Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałem notatkę o młodej Zofii, która zbiera na wymarzone studia.

Załóżmy, że jest to historia prawdziwa:

  1. dlaczego w opisie na zrzutka.pl nie ma żadnych linków choćby do jednej publikacji albo jednego nagrania video z prezentacji dziewczyny?
  2. jak to się stało, że skoro dostała się na studia w Cambridge, to nie otrzymała żadnego dofinansowania ze strony uczelni ani żadnej firmy na Zachodzie? (trzeba być naiwnym, żeby wierzyć w to, że korporacje nie wyszukują talentów)

Załóżmy, że to historia nieprawdziwa:

  1. ile już było matek, co mają hore curki? Osób, które mają nowotwory?
  2. czy wykorzystywanie dobrego serca nie powinno być karalne?
  3. czy pisanie, że pieniądze muszą już być, nie jest typowe? (o Brexicie nie było wiadomo od tygodnia czy miesiąca)
  4. czy darowizny rzędu 20000PLN nie podpadają pod pranie brudnych pieniędzy? (żeby było jasno – poza granicami Polski nie zawsze są to gigantyczne pieniądze, za to w polskich realiach…)

Przyznam się szczerze, że jestem trochę rozdarty widząc podobne historie.

Przez ponad dwadzieścia lat napisałem masę różnego rodzaju kodu i setki różnego rodzaju tekstów (artykułów, notek, wpisów, wierszy, a nawet kilka książek). Oczywiście brałem udział w różnych konkursach, i odnosiłem sukcesy. Przeżyłem też transformację ustrojową. Spowodowała, że bardzo dużo czasu musiałem poświęcić na sprawy bardzo przyziemne. Nieraz miałem nieprzespane noce i nieraz kończyłem pracę po północy. Technologia była wtedy nawet bardziej kapryśna niż kiedyś, ale tanim kosztem udawało się chociażby przygotowywać programy do stawiania serwisów SMS (w 2007 napisałem pracę magisterską z darmową gotową implementacją podwójnej autoryzacji – z wykorzystaniem HTTP i telefonu komórkowego). Nie chcę w tym momencie narzekać, ale potem były chociażby „Przepisy drogowe” (które pomogły tysiącom kierowców w Polsce), „Straż” (informacje dla strażaków) czy „Historia Polska” (przedstawienie wielkich dzieł polskiej sztuki). Tworzyłem je, dopóki miałem na to zasoby (a więc czas i sprzęt), a trzeba wiedzieć, że np. do legalnego umieszczania aplikacji w App Store trzeba mieć komputer Apple i subskrypcję za 99 USD. Były też inne inicjatywy. Poświęciłem swój czas na zmienianie Google Chrome. Poznałem do bólu tradycyjny rynek wydawniczy, w którym liczy się tylko to, żeby na książce zarobić (jeżeli ktoś nie ma marki, ciężko mu się przebić). Próbowałem promować najlepsze praktyki w IT, i nie tylko.

Przez ten cały czas (ponad 20 lat) dało się zauważyć, że Internet w większości przestał być miejscem rozmów o nauce, rozwoju ludzkości, itp. (a stał się targowiskiem próżności, w którym, cytując klasyka, najważniejszy jest „ciuch, fryz i wymów”). I teraz nagle pojawia się młoda (to ważne) kobieta (choć podobno mamy równouprawnienie, to w osiągnięciach jest wyraźnie podkreślona informacja o tym, że jest to druga kobieta w historii olimpiady, która ją wygrała) z Torunia (gdzie urzęduje, nie wymawiając, pewien znany zakonnik). Medialna sprawa, że tak powiem.

Nie chciałbym, żeby moja notka wyglądała na narzekania starego gościa, który niewiele zrobił, a teraz źle mówi o młodych talentach. Chcę tylko zauważyć, że moje pokolenie przez lata ciężko walczyło o technologię, a teraz młodzi wykorzystują ją, żeby żebrać.

Żeby była jasność – tam, gdzie przez pewną część swojego życia pracowałem, zasiłki i inne podobne rzeczy rozdawane są w lwiej większości z tego, co dana osoba sobie uzbiera. Bo (przenosząc to na grunt polski) plusy rozleniwiają. I życzę młodej Zofii jak najlepiej, ale… zastanawiam się, ile teraz przekrętów na „zdolne dziecko” się pojawi.

Przy okazji - wielka szkoda, że technologia, zamiast skrócić nasz czas pracy (i dać nam więcej na rozwijanie pasji i zainteresowań), spowodowała, że jesteśmy jeszcze bardziej obciążani. To jest jedna wielka tragedia, i „niektórzy” to jeszcze bardziej pogłębiają, tworząc kolejne dotacje i przywileje.

Czy tak ma wyglądać kolejne dziesięciolecie? Że uczciwi będą pracować i siedzieć po nocach, a sprytni będą żebrać?

Każdy może zrobić ze swoimi pieniędzmi, co chce. Myślę jednak, że bardzo sceptycznie trzeba podchodzić do „cudownych dzieci” z Internetu. To, że niektóre są bardzo promowane, nie oznacza wcale, że są takie „specjalne” (przykładem niech będzie bożyszcze ostatnich lat, czyli pan Musk). Za sukcesem takich jednostek stoi masa zbiegów okoliczności i innych ludzi (a może też kapitał rodziców), i często ogromne tragedie (co zauważono w ostatnich dniach w wideo pewnej grupy o nazwie rozpoczynającej się na A). Do tego dochodzi marketing, który z niewolnika może zrobić króla, a z króla parobka - proszę zauważyć, jak nieskazitelny wizerunek miał pan Jobs (a ile faktów o jego gwałtownym charakterze wyszło na jaw po jego śmierci).

Tyle ode mnie. Promujmy Polskę i polskie talenty, ale zachowujmy też rozsądek. A ode mnie jeszcze parafraza klasyka „nie o takem technologiem walczyłem”

Lubię to! Skomentuj23 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo