Internet w obecnej dobie stanowi potężne źródło informacji - poprzez uzyskiwanie opinii o produktach czy usługach, po sprawdzanie wiarygodności ludzi, z którymi mamy do czynienia. Naturalne w tej sytuacji wydają się próby wpływania na treści, jakie możemy napotkać w Sieci.
Bywa, że jest to dobrze zorganizowane działanie biznesowe - tzw. anonimowe pozytywne opinie bardzo często są kreowane na zamówienie firm, zajmujących się tworzeniem wizerunku produktu.
Jeśli można kreować opinie pozytywne, można i negatywne, prawda?
Czy politycy oparli się pokusie?
Eskalacja chamstwa, przewalającego się na forach internetowych, nie ulega wątpliwości. Mówi się nawet o "przemyśle nienawiści"... Byłybyż to spontaniczne wypowiedzi internautów? A może ktoś tym procederem steruje?
Podobno partie polityczne zlecają (za niemałe pieniądze!) firmom, zajmującym się tzw. pozycjonowaniem, zamieszczanie w komentarzach do artykułów wypowiedzi skrajnie obelżywych, ubliżających politycznym oponentom. Werbowani są także "zawodowi komentatorzy" - ponoć istnieje swoisty "cennik": za komentarz mający od 100 do 350 znaków płaci się od 0,30 -2,00 zł, co "pracowitym" zapewnia całkiem godziwe zarobki.
Oczywiście, oprócz komentatorów wynajętych, obrażaniem oponentów zajmują się całe rzesze wolontariuszy, w tym członkowie poszczególnych partii.
Tego typu wpisy zamieszczane są nie tylko pod tekstami o treści politycznej - bardzo często można spotkać "zmienianie tematu": np. artykuł jest o wcześnie odlatujących bocianach, a komentarze... o "winie Tuska", za którego "nierządu" jest taka nędza, że nawet bociany uciekają z kraju. Znacie to skądś? :)
Dobrze, jeśli przy okazji nie padają wyzwiska, ewidentnie naruszające dobre imię jakiegoś człowieka i niemające nic wspólnego nie tylko z dozwoloną krytyką, ale i z prawdą.
Czemu to wszystko służy? To proste: czytelnik ma odnieść wrażenie, że w opinii społecznej dany człowiek (idea, symbol) wzbudza pogardę i on, czytelnik, powinien tę pogardę podzielać.
Każda próba powstrzymania takiego "bluzgacza" kończy się utyskiwaniem na "brak wolności słowa", "zamordyzm", "cenzurę", itp.
Czy jednak wolność słowa polega na tym, że można powiedzieć wszystko? Tak, można powiedzieć wszystko - pod warunkiem, że się weźmie za swoje słowa odpowiedzialność. Z odpowiedzialnością karną włącznie. A z tym jest już gorzej... :)
*) osoby, które za pieniądze zajmują się pisaniem opinii i wiadomości na forach, portalach, serwisach społecznościowych i pod artykułami.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)