Jarosław Kaczyński znany już jest z tego, że się zna. Na wszystkim. Począwszy od robienia zakupów w osiedlowym sklepie (pamiętamy heroiczne nabycie kurczaka?), poprzez awiację i kulturę (literatura i muzyka: wiadomo!) - po ekonomię i dyplomację...
Ostatnio Pan Dożywotni Prezes ujawnił, że nie są mu obce mechanizmy, działające w rolnictwie.
Wynika to niezbicie z wypowiedzi, nawiązującej do protestu rolników pod Grudziądzem. Rolnicy ci protestowali 1. sierpnia przeciwko niskim cenom skupu rzepaku. Prezes zareagował błyskawicznie. Postawił śmiałą diagnozę: "PSL niszczy polską wieś i trzeba się temu przeciwstawić" - stwierdził. Dodał błyskotliwie, że powodem tego stanu rzeczy jest podejrzany (pewnie ktoś tym steruje i się wzbogaca) import rzepaku z Ukrainy, co skutkuje brakiem możliwości zbytu rzepaku rodzimego. Minister rolnictwa powinien podjąć działania, mające na celu przyjście z pomocą poszkodowanym...
Silne musi być mentalne przywiązanie Jarosława Kaczyńskiego do - charakterystycznej dla socjalizmu - gospodarki planowej, bo nie zauważa on jakoś, że ceny zbóż wynikają bezpośrednio z sytuacji na giełdzie Mastiff w Paryżu, odzwierciedlającej stan rynków globalnych. W związku z tym, że na świecie są rekordowe zbiory, cena rzepaku na giełdzie w Paryżu spadła z 520 euro do 375 euro za tonę. Tanio jest w całej Unii.
W ubiegłym roku było zupełnie inaczej: polscy rolnicy, przy kosztach produkcji rzepaku na poziomie 1200-1400 zł za tonę, sprzedawali ziarno po 2100 zł, bo takie były uwarunkowania globalne.
Nota bene Ukraina rzepak wysyła statkami z portu w Odessie głównie do Rotterdamu i Rostoku...
Wygląda na to, że się biedny przejechał na rzepaku jak na marihuanie.


Komentarze
Pokaż komentarze (52)