298 obserwujących
483 notki
1894k odsłony
  676   0

Głosować, jak chcą Rosjanie!

Rosnący niepokój - tak najkrócej podsumować można moje uczucia z ostatnich dni. Przyglądając się temu, z czym mamy ostatnio do czynienia coraz mocniej obawiam się, że to, co działo się po 10 kwietnia będzie raczej taką ostatnią insurekcją, niż początkiem czegoś bardziej trwałego, że diabelsko skuteczna polityka rosyjska i bezidewość (to jedno z delikatniejszych określeń) naszych własnych elit politycznych i medialnych sprawią, że kwietniowe dni dostrzegalnego na ulicach patriotyzmu pozostaną tylko pięknym wspomnieniem, którym będziemy się karmić przez najbliższe lata. 

 
Przesadzam? Może. Ale proponuje uważne przeanalizowanie faktów. Jest już jasne, że Rosjanie prowadzą w Polsce własną, niezwykle skuteczną politykę i wspierają jeden z obozów politycznych i jednego z kandydatów. Drugi obóz polityczny zaś od dawna skutecznie zwalczają. A politycy pierwszego, wspieranego przez Rosję obozu, nie tylko nie próbują walczyć z tym mieszaniem się Rosji w nasze sprawy, ale wręcz się z tego cieszą. 
 
Przykład pierwszy z brzegu: zaproszenie Donalda Tuska do Katynia, by ośmieszyć (przy pomocy usłużnych mediów) Lecha Kaczyńskiego. To przecież prezydent jako pierwszy zaczął organizować wizytę w Katyniu, jednak Putin zdecydował się zrobić wrzutkę i usunąć go z oficjalnych obchodów, tak by za ojca zbliżenia katyńskiego uznać Tuska... I by prezydent wyszedł na "oszołoma", który tylko do tej historii wraca i ze staruszkami lata, podczas gdy jego adwersarze, to i przyklęknąć potrafią i z przywódcami porozmawiać. Przykład drugi, o którym dziś szeroko informuje "Fakt" (ale wcześniej nie był on nieznany) - to dość obrzydliwe potraktowanie Jarosława Kaczyńskiego w drodze do Smoleńska, tak by jako pierwszy mógł tam przybyć premier Donald Tusk. 
 
Polska strona rewanżuje się zaś Rosjanom, jak tylko potrafi (nie twierdzę, że powodem jest chęć zdrady, a raczej, że robi to kierując się własnym, partyjnym, krótkoterminowym interesem). Rzecznik prasowy rządu Paweł Graś (a także wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski) bez większej żenady opowiadają, że międzynarodowa komisja byłaby obrazą dla Rosjan, bo dowodziłaby braku zaufania (nie wyjaśniają jednak przy tym, dlaczego Polacy mieliby Kremlowi ufać), i strofują dziennikarzy, którzy chcą i potrafią zadawać niewygodne dla Rosjan (i polskich władz także) pytania. Strona polska rezygnuje też z możliwości zbdania sprawy katastrofy w Smoleńsku i godzi się na to, by Rosjanie mogli z dowodami i materiałami robić dokładnie to, co chcą. A wszystko w imię "pojednania", które - już na pierwszy rzut oka - wygląda jak wasalizacji i rezygnacja z własnych interesów w zamian za kilka symbolicznych gestów. 
 
Oczywiście polski model wasalizacji wygląda inaczej niż ukraiński. Jesteśmy w NATO i UE, więc wojsk rosyjskich tu (przynajmniej na razie) nie będzie. Ale nie zmienia to faktu, że Putinowi i Miedwiediewowi udaje się odbudowywać strefę swoich wpływów, i już bez większego skrępowania kształtować politykę nie tylko na Ukrainie (przypomnijmy, że Wiktora Juszczenkę próbowano otruć), ale również w Polsce (tu bardziej subtelnymi, jak się na razie zdaje, sposobami), ale także w Polsce.
 
A media i minstreamowi politycy obserwują ten spektakl z zainteresowaniem i nieustannie wzywają do głosowania tak, by było to na rękę Rosji. Tak, by nikt już nie przeszkadzał jej w budowaniu także w Polsce rosyjskiej strefy wpływów. Głównym zagrożeniem pozostaje zaś dla nich IV RZeczpospolita, "demony patriotyzmu", "histeria nacjonalizmu" czy już zupełnie wprost Jarosław Kaczyński... Znacząca część Polakó "kupuje" zaś tę narrację i w sondażach twierdzi, że głosować będzie na Bronisława Komorowskiego, czyli tak by było to na rękę Rosji... A postępowe media zacierają ręcę. Oby przedwcześnie!
Lubię to! Skomentuj236 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale