Powiedział tak prezydencki minister Tomasz Nałęcz. Aż chciałoby się zapytać ze zdumieniem - a to on miał kiedykolwiek jakiś głos?
Od dłuższego czasu nie umiem pozbyć się wrażenia, że pan prezydent Bronisław Komorowski mówił cudzym głosem.
A jeżeli zapalenie gardła ma być wytłumaczeniem nieobecności - mimo wcześniejszych obietnic - na pogrzebie Vaclava Havla, to chciałbym przypomnieć, że jest na świecie coś takiego jak Septolete.
Politycznie - to już się zaczynijmy przyzwyczajać, że przy takiej dyplomacji to nikt już nas słuchać nie będzie.
Tymczasem może wzorem lat ubiegłych pewien biłgorajczyk, zaprzyjaźniony przecież z prezydentem Bronisławem Komorowskim, aż po wspólny pobyt na Syberii (ale na polowaniach!) - zachciałby ponownie zażądać opublikowania raportu o stanie zdrowia głowy państwa?
Bo że głos tej głowy nie jest wiele wart - to właśnie widzimy, ale reprezentowanie kraju to jednak praca wymagająca. Czy może w tym przypadku już nie będzie owej dociekliwej troski przed kamerami? Czemuż, ach czemuż?!
Czyżby koniec pięknej przyjaźni? "Casablanca" puszczona od tyłu?
Czy może w ślad za chorobą filipińską mamy teraz u głowy państwa "chiński syndrom"?
O Vaclavie Havlu czeskie media mówią dziś Vaclav Odnowiciel. A u nas? Bronisław Słaby?
Dużo zdrowia życzę!
Państwu.
Polskiemu.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)