0 obserwujących
144 notki
58k odsłon
  100   0

Kod Da Vinci

 

Im więcej czasu mija od premiery tego filmu, tym bardziej staje się on cenną pozycją. Mieliśmy już bowiem ekranizację kolejnej części spiskowej watykańsko-masońskiej teorii, jednak ona już nie umywała się do oryginału.

 
Oryginału nie opartego jedynie na wybitnej beletrystycznie książce Dana Browna, lecz na prastarej legendzie kościoła katolickiego – co dodaje jej tego zmurszałego posmaczku prawdy wymieszanej z prawdopodobieństwem.

 
Ponieważ nie namawiam nikogo do czytania książek – to tak bardzo antyczna obecnie umiejętność, dlatego skłaniam jedynie do dwóch godzin rozrywki, obejrzenia filmu, który nie jest wybitny intelektualnie, lecz dzięki oprawie graficznej i odpowiedniej muzyce jest w stanie przekazać poczucie tajemnicy, jaka towarzyszy temu mitowi.

 
Film ten opowiada o pięknej idei. O idei ujawnienia wielkiej tajemnicy. O idei ujawnienia prawdy o naturze Jezusa Chrystusa.
Są trzy możliwości.

 
Albo był zwykłym człowiekiem i oprócz pewnej wybitności niczym większym się ponadto nie wyróżnił, to ludzie lubiący ubarwiać bajki stworzyli całą tą historię. Z dziesiątek bajek wybrali najlepsze i najbardziej pasujące do tworzenia systemu kontroli nad ludźmi – potem te bajki nazwano ewangeliami.

 
Albo był synem Boga i pomimo kilku przekłamań spowodowanych ludzką ułomnością, ewangelie opisują prawdziwe zdarzenia. W takim razie, ewangelie to opis wielkiego czynu dokonanego przez syna Boga dla całej ludzkości. Jest to więc historia uwolnienia ludzi z okowów śmierci. Najważniejsza to chwila w dziejach gatunku ludzkiego opisana w czterech ewangeliach – tych najbliższych prawdy. Jezus zbawiciel uwolnił nas od grzechu pierworodnego. Dzięki wierze w Niego oraz zachowaniu w eucharystii pamiątki po nim – po śmierci czeka nas wieczność.

 
Albo Jezus był kosmitą, wszystkie opisane cuda lub ich większość naprawdę miały miejsce, ale Jezus nie jest boską istotą. Wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii. Dlatego fakty w ewangeliach mogły mieć miejsce, pomimo braku boskiego pochodzenia Jezusa.

 
W przypadku pierwszym i trzecim – żadnego z nas, nie czeka życie wieczne.

 
A jak jest naprawdę? Czy człowiek nie ma prawa wiedzieć? Czy człowiek powinien wiedzieć? Czy człowiek chciałby poznać prawdę?

 
Ja uważam, że w tak ważnej kwestii. Kwestii dotyczącej tego, czy otaczający człowieka świat jest już wszystkim co go czeka, nie możemy sobie pozwolić na dowolność.

 
Ludzi godnych podziwu, cechuje ciekawość prawdy. Chcemy wiedzieć co nas czeka. Chcemy wiedzieć co było przed nami. Chcemy wiedzieć.

 
Wiele hałasu o nic
Przenieśmy się na chwile do rzeczywistości filmu.
Przez chwilę uwierzmy, że sarkofag Marii Magdaleny istnieje. Że szpik kostny ciała znajdującego się w sarkofagu zawiera nierozłożone DNA. Że na podstawie tego DNA można udowodnić, że żyjąca współcześnie kobieta jest bezpośrednim potomkiem Marii Magdaleny.

 
Jeśli Maria Magdalena miała dziecko, to z kim? Niekoniecznie ojcem musiał być Jezus. Była prostytutką. Środków antykoncepcyjnych nie było. Mogła urodzić swojego potomka przed dramatycznym spotkaniem z Jezusem, gdy groziło jej ukamienowanie. Brakuje nam dowodu na to, że to Jezus Chrystus był ojcem.

 
Tutaj autor książki się nie popisał. Sarkofag nie dowodzi tego, że Jezus umarł prawiczkiem. Powinno być jeszcze coś. Próbka krwi samego Jezusa Chrystusa, zamknięta w fiolce. Być może fiolka mogłaby być częścią naszyjnika spoczywającego na szkielecie kobiety z sarkofagu. Na tej podstawie moglibyśmy już określić ojcostwo. Możemy określić bez żadnych wątpliwości, że obecnie żyjąca osoba jest potomkiem Marii Magdaleny i Jezusa Chrystusa. Przyjmując przez chwilę, że taki dowód trzymamy w ręku.

 
Co to zmienia?
Wynika tylko tyle, że Jezus – syn Boga nie był nieskalany miłością do kobiety.

 
Czy to umniejsza jego boskości?
Według mnie nie. Syn Boga zesłany na Ziemię w celu stania się istotą ułomną, musiał zbrukać się byciem człowiekiem. Wszystkim co sobą życie reprezentuje. Wiemy, że jadł. Wiemy, że pił. Czy ktoś twierdzi, że nie sikał? Czy ktoś twierdzi, że nie użyźnił Palestyny swoim kałem? Był mężczyzną. Pewnie się onanizował w młodości. Czy miłość seksualna z kobietą jest naprawdę takim tabu, że tego już zrobić nie mógł? Czy po seksie z kobietą, nie mógł oddać życia za nasze grzechy?

 
Niby tak, skoro wedle ewangelii umarł za nas człowiek bez grzechu.
Na pewno urodził się bez grzechu pierworodnego. Na pewno, nie był winien naszych grzechów. Ale przecież seks z własną żoną nie jest grzechem. A więc czynność seksualna z wybranką (jedyną) swego życia, nie umniejsza jego niewinności, nie umniejsza jego boskości.

 
Temat jest głębszy
Powiedzmy przez chwile, że powstaje nowa, dużo bardziej obrazoburcza książka. Opowiada ona o dowodach na czyny Jezusa uwłaczające nie tylko jego ewangelicznej godności, ale również godności każdego innego człowieka. Powiedzmy, że książka opowiada o odkryciu dowodów na skandaliczne wręcz czyny Jezusa Chrystusa – co do którego jego historycznego istnienia wśród naukowców nie ma sporów. Byłby to ostateczny cios w twierdzenia o jego boskości.

 
Książka ta byłaby oczywiście literacką fikcją. Cóż z tego. Fikcja ma to do siebie, że pokazuje potencjalne scenariusze. Siedząc na horrorze nie boimy się gumowej kukły na ekranie, lecz wyobrażenia pewnego prawdopodobieństwa, spotkania takiego potwora w rzeczywistości.

 
Co by było gdyby?
Gdyby taka fikcja była prawdą i odnaleziono ostateczny dowód na człowieczeństwo Jezusa. Gdyby Jezus nie był Bogiem, to jego obietnice są diabła warte. Zachwiałoby to pozycją Kościoła Katolickiego. Zachwiałoby podstawą wiary milionów ludzi.
Czy warto takiego dowodu szukać?
A na jakiej podstawie ktoś twierdzi, że nie warto?
Zwykle odpowiedź jest jedna:
Jeżeli Bóg nie istnieje to należałoby go wymyślić. Jeżeli religia chrześcijańskiego pokoju nie ma pokrycia w faktach to i tak warto ją podtrzymywać dla dobra ludzkości.

 
Dobra – zgadzam się. Jak ktoś chce się okłamywać to droga wolna. Jeżeli jego kłamstwa uczynią go lepszym człowiekiem, to niech się okłamuje. Ale nie mamy prawa na ten los skazywać wszystkich. Niektórzy z nas szukają. Niektórzy z nas chcą wiedzieć. Nie dla wszystkich ignorancja jest błogosławieństwem.

 
Tom Hanks klękający przy sarkofagu Marii Magdaleny klęka symbolicznie. Tak samo jak wszyscy inni rycerze klękali przed domniemanym Świętym Graalem. Nie klękali tam, aby złożyć hołd kobiecie – człowiekowi, który żył w czasach Jezusa. Klękali tam – oddając hołd poszukiwaniu prawdy.
Sarkofag w filmie był symbolem prawdy.
Był dowodem, że to w co wierzy bardzo wielu ludzi, jest mistyfikacją. Był krzyczącym symbolem na to, że miliony ludzi żyją w kłamstwie. Ci którzy znali znaczenie sarkofagu i prawdę w nim ukrytą byli inni. Byli czcicielami prawdy. Byli wolni.

 
Prawda nas wyzwoli
Nieważne, że „Kod Leonarda Da Vinci” to fikcja. Ten zarzut jest absurdalny. Jakżeby nie mógł być fikcją. Gdyby te rewelacje były prawdą, to nie byłyby tematem na książkę, a na rewolucję światopoglądową. Byłby to największy temat tego stulecia.

 
Mistyfikacja „Kodu Da Vinci” jest próbą ukazania tego co ważne. Aby być pewnymi naszej wiary, musimy mieć choćby strzępki dowodów rzeczowych, że to w co wierzymy wydarzyło się. Bez tego, wiara w Jezusa staje się podobna do idei krasnoludków, czy wielkanocnych zajęcy roznoszących kurze jajka po domach. Gdyby dowody nie były potrzebne, Jezus nie czyniłby cudów. Są niezbędne.

 
Obecnie mamy problem. Naukowcy wiedzą na pewno, że Jezus istniał – i tylko tyle. Nie mamy naukowego dowodu na jego Boskość. Po prostu nie wiemy.

 
Wiara chrześcijańska wpływa na losy miliardów ludzi. Kształtowała historię ludzkości. Od jej kształtu zależy prawdopodobnie świata przyszłość. Od tego w co chrześcijanie wierzą i wedle czego postępują, na pewno zależy Polski przyszłość.

 
Dlatego wiarygodność wiary chrześcijańskiej jest bardzo ważną kwestią – kwestią od której zależą nasze losy. W imię tej kluczowości, powinniśmy szukać dowodów potwierdzających albo obalających Boskość Jezusa. Nie możemy zamiatać tej sprawy pod dywan.
Film „Kod Da Vinci” rozbudza dyskusje. Rozpala umysły.
Motywuje poszukiwania – i dlatego jest bardzo potrzebny.

 
Co z tego może wyniknąć?
Może z tego wyniknąć materialny dowód potwierdzający którąś z możliwości.
Może z tego wyniknąć prawda.
 
ZibiKendo
 
Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale