Prosta sprawa
Tylko prawda jest ciekawa
55 obserwujących
228 notek
584k odsłony
3486 odsłon

SB i Grupa "D" trzymają się mocno. Studium przypadku

Wykop Skomentuj23

Przez ponad dwadzieścia lat tropił, werbował i śledził księży na Śląsku. Były naczelnik wydziału IV SB w Katowicach teraz jest szanowanym biznesmenem i współwłaścicielem firmy ochroniarskiej.

 

Jerzy Birnbach ma 70 lat. "Dziecko" i "syn" resortu". Pułkownik SB, emeryt MSW. Od początku lat 90. jest współwłaścicielem firmy „Antracyt” z Katowic, która m.in. ma licencję na usługi ochroniarskie. Firmę założył z oficerem milicji oraz działaczem lewicy.

 

„Antracyt” był do niedawna zakładem pracy chronionej (http://www.katowice.uw.gov.pl/urzadkatowice.php?polityka_spoleczna/ps_zpch_zatr), miał z tego tytułu ulgi podatkowe, korzysta także z funduszy unijnych.

 

Birnbach o tym, czym się zajmował przez ponad 22 lata, mówi niechętnie. – Po co o tym przypominać? Kto mnie panu nadał? – denerwuje się.

 

Podanie o przyjęcie do milicji Jerzy Birnbach złożył ponad pół wieku temu. Stalowy mundur MO włożył w grudniu 1957 roku. Służbę zaczął w wydziale łączności MO, ale osiem miesięcy później był już w SB. Najpierw pracuje „po zagadnieniu seminariów duchownych”.

Już w czasie nauki w liceum ogólnokształcącym w Katowicach (liceum TPD) był „ideologicznie ukształtowany” – należał do Związku Młodzieży Polskiej, a od 1959 r. aż do końca – członek PZPR.

 

Do milicji przyjęto go bez problemu. Jak wynika z jego teczki personalnej zachowanej w archiwum IPN  nie podlegał nawet, tak jak inni kandydaci, rutynowemu sprawdzeniu.

 

Dlaczego? Miał tzw. "dobre pochodzenie". Najlepszą rekomendacją dla młodego Birnbacha było to, że jego ojciec był wtedy naczelnikiem wydziału „B” komendy wojewódzkiej milicji w Katowicach. „Betka” był to wydział zajmujący się obserwacją i śledzeniem.

 

Trudne początki

 

W ankietach personalnych Birnbach deklarował, że jest „bezwyznaniowy”. Do końca swojej służby w organach bezpieczeństwa pracował „po linii kleru”, czyli zajmował się inwigilowaniem księży kościoła katolickiego i werbowaniem wśród nich agentury.

Kiedy w 1962 roku powstaje w katowickiej SB wydział IV, zajmujący się zwalczaniem tzw. wrogiej działalności kościoła katolickiego i związków wyznaniowych, znajduje się w nim miejsce dla sierżanta Birnbacha.

Jak wynika z akt personalnych Jerzego Birnbacha początki pracy operacyjnej były trudne - w 1961 roku zdołał skłonić do współpracy jednego agenta. Pod koniec 1964 r. prowadził 184 teczki na alumnów i kadrę profesorską Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie.  Doświadczenie zdobyte w pracy z agentami pod okiem doświadczonych kolegów procentuje. Dwa lata później Birnbach zajmuje się teczkami 226 alumnów i 7 profesorów, a „na kontakcie” ma dwóch tajnych współpracowników. W 1971 roku - prowadzi już 5 agentów. Miał tak dużo pracy, że dopiero w 1970 roku kończy Wyższą Szkołę Ekonomiczną w Katowicach i zostaje magistrem.

 

Zostaje oficerem operacyjnym. - Szybko awansuje, bo w 1975 roku jest kierownikiem sekcji I wydziału IV, a później jego naczelnikiem – mówi Łucja Marek, historyk oddziału IPN w Katowicach.

Sekcja I wydziału IV była najważniejsza - zajmowała się inwigilowaniem księży i werbowaniem agentury wśród kapłanów. - Główny nacisk w tej sekcji kładziono na rozpracowywanie katowickiej kurii oraz na inwigilację i „pozyskiwanie”, czyli werbowanie tajnych współpracowników wśród kleru diecezjalnego, zwłaszcza tego „ważnego” i „perspektywicznego” – stwierdza Łucja Marek.

 

Kariera w organach

 

Ceniony przez przełożonych, był wielokrotnie nagradzany i szybko awansował. W opinii służbowej kapitana J. Birnbacha z 1976 roku można przeczytać: „Aktywnie zaangażowany w realizację działań o charakterze specjalnym”. Dostaje pochwały i nagrody za „dobre informacje wyprzedzające” – to wynik odpowiednio ulokowanej agentury w katowickiej kurii.

 

Z dokumentów IPN wynika, że jednymi z bardziej cennych TW dla Wydziału IV SB w Katowicach, było trzech agentów: „Plastyk”, „Zajączkowski” i „Wiedeńczyk”. Pierwszy to człowiek, który robił dekoracje na uroczystości kościelne. Dwaj ostatni to księża. Pracowali w katowickiej Kurii. Byli najbliższymi współpracownikami bp. Herberta Bednorza, który do 1985 roku był biskupem katowickim.

 

Dzięki informacjom „Zajączkowskiego”, „Plastyka” i „Wiedeńczyka” oficerowie Służby Bezpieczeństwa wiedzieli co się działo na najbardziej poufnych spotkaniach w kurii katowickiej u bpa Bednorza. SB mogła poprzez swoich agentów wpływać na ocenę pewnych wydarzeń ordynariusza katowickiego.

 

„Zajączkowski” był jednym z najbardziej wpływowych agentów bezpieki, jaki działał w katowickiej kurii. We wrześniu 1980 roku raportował SB o wydarzeniach na niewielkim przyjęciu w rezydencji bpa Bednorza z okazji jego 72. urodzin. Dokładnie opisał dyskusję i przebieg spotkania. Ten agent pracował też dla Departamentu I MSW, czyli wywiadu.

 

Nazwiska niektórych konfidentów IPN odtajnił na wniosek Kazimierza Świtonia, założyciela WZZ na Śląsku, inwigilowanego przez SB w ramach sprawy "Emisariusz".

Wykop Skomentuj23
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale