Oprócz radości ze złotego medalu pani Justyny Kowalczyk, chcę zwrócic uwagę na piekno jej walki z panią Bjoergen. Gdyby Kowalczyk wygrała z łatwością, piękno byłoby mniejsze i radość byłaby mniejsza. Wygrać ze wspaniałą na tej olimpiadzie Bjoergen ( z powodu talentu czy z powodu talentu wspomaganego astmą - wszystko jedno) to dopiero jest wyczyn. Poza tym ta walka: był moment, gdy Bjoergen już wyraźnie uciekała i zwiększała przewagę, ale Kowalczyk dognała ją i przegoniła. (Nawiasem mówiąc: po co wtedy uciekała, jeśli jak przypuszcza Józef K. chciała podarować Justynie złoto). Był moment, tuż przed metą, gdy Bjoergen prawie dogoniła Kowalczyk, ale ta na tyle po chwili odskoczyła, by wygrać. Taka walka przypomina, że sport bywa piękny, bo jest zażartą walką, którą człowiek też lubi, ale walką bez mordu i pohańbienia przeciwnika. Polubiłem Bjoergen: jej klasa wywyższa i raduje Justynę i z nią nas Polaków - w tym mnie - inna rzecz, że to solidaryzowanie się narodu z zawodniczką z tego narodu jest jakimś cudem, bo co ma np Justyna - rącza sarna ze mną starym, kulejącym akurat grubasem.
39
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (9)