trescharchi trescharchi
273
BLOG

Podcięte skrzydła żurawia.

trescharchi trescharchi Gospodarka Obserwuj notkę 0

Nie ustaje krwiożercza walka koncernów (czyli kapitalistycznych hien) o zdobycz (czyli ochłap i resztkę tego, co niegdyś było) - aż trzech inwestorów chce przejąć naszego krajowego przewoźnika, czyli LOT. LOT-em latam od dawna, nie przestraszyłem się nawet (potwierdzonego tragicznie) powiedzenia "lataj iłem - będziesz pyłem". Ostatnimi laty fruwam już bardziej z porywu patriotyzmu (i męskiego szowinizmu - te stewardessy...)  niż kierując się racjonalizmem - ot, gołym okiem widać, że linie niedofinansowane, źle zarządzane, samoloty w nienajlepszym stanie technicznym (czapki z głów przed posłami, zmuszonymi do cotygodniowych - dobrze, że darmowych -  podróży ATR-ami EuroLOTU na trasach krajowych - nie dziwota, że po przeżyciu takiej traumy plotą takie bzdury). Cóż, zbiera się owoce lat zaniedbań i braku pomysłu na zrobienie w kierunku polskich skrzydeł czegokolwiek więcej niż obsadzenie wujka/szwagra/ciotki/synowej gdzieś w zarządzie. Rzucać błotem można na wszystkie strony sceny politycznej (poza Ruchem Palikota - oni jeszcze w korycie nie byli, a poseł Biedroń jako twarz LOT-u byłby ciekawym zabiegiem reklamowym - już widzę hasło "Przelecimy się razem?") - każda partia ma tu swoje za uszami, każda pchała do tej wizytówki Polski (vide przykład PKP - Austriacy narzekają, jaki "Sobieski" jest usyfiony, zapuszczony i odrażający - ktoś za to beknął w Krainie Tysiąca Spółek?) swoich znajomków, skutecznie psując opinię firmy no i co tu kryć, jakkolwiek patetycznie to zabrzmi - igrając życiem ludzkim.
Teraz łapy po LOT wyciągają Niemcy, Francuzi i Turcy. Każdy ma swoje partykularne interesy - jak to w biznesie. Turcy marzą o stworzeniu silnej marki - i rozwijają się istotnie silnie, chociaż w tej branży "rozwój" to pojęcie względne, a łaska cen paliwa na pstrym koniu jeździ (acz dziwnym trafem nie chwalą się swoim rosnącym zadłużeniem). Z kolei za żabojadami i Szwabami stoi potęga Unii Europejskiej i dziwna skłonność polskich władz do podpisywania wszystkiego na pierwsze zmarszczenie brwi Angeli lub Mikołajka. I pewnie na tym się skończy, że sprywatyzowany moloch wpadnie w któreś z tych rąk, rozrost zatrudnienia przerwany zostanie chirurgicznym cięciem, zarząd znajdzie ciepłe miejsca w władzach spółki-matki lub na otarcie łez dostanie sporą odprawę. Nowe samoloty, o ile wreszcie nadejdą, będą dla wchłaniającego łakomym kąskiem.
Szkoda trochę, że kiedyś zabrakło wizji, by zbudować silną samodzielną markę która dzisiaj, przy rozwijającym się ruchu na Wschód byłaby ciekawą alternatywą dla zachodnich linii lotniczych. Z tuzinem kapitanów Wron mielibyśmy naprawdę niezły handicap i ugruntowaną pozycję. A tak? Relikt minionej epoki zdany jest na łaskę i niełaskę zastrzyków finansowych z zewnątrz. O tym, czym i gdzie będą latali polscy piloci będzie decydował jakiś Jurgen czy inny Żanpierr. Ech, serce się kraje.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka