Zastanawiałem się, po co prezydenty pyta Trybunał Konstytucyjny o zakres kompetencji. Przecież ma prawników dobrych, sam chyba trochę o prawie wie, o co tu chodzi ? Przecież TK ma rozpatrywać ustawy/uchwały czy inne decyzje pod kątem konstytucji, nie jest instytucją konsultingową. Ma też rozstrzygać spory kompetencyjne. Tak się zastanawiałem, zastanawiałem, i doszedłem do teorii spisku. Prezydent pyta po to, by mógł przekroczyć swoje uprawnienia wydaniem jakiejś decyzji, oraz by po tym akcie TK nie mógł się przyczepić.
Wyobraźmy sobie taką sytuację: jest sobie sędzia. Ktoś sędziego pyta 'a jak byś zdecydował w sprawie Eugeniusza X. (tu następuje opis sprawy, która jeszcze do sądu nie trafiła) jakby trafiła do sądu ?'. Sędzia publicznie odpowiada. Potem okazuje się, że ma sądzić w tej sprawie. Obrońcy Eugeniusza X. protestują - sędzia miał już wyrobioną opinię przed rozpoczęciem sprawy, wypowiadał się też w tej sprawie publicznie. Nie jest więc bezstronny. I ten sędzia nie poprowadzi już tej rozprawy.
Teraz przenieśmy to na TK. Na razie nie ma sporu kompetencyjnego między prezydentem a premierem, jest tylko jakieś marudzenie. W każdym razie - prezydent zwraca sie o opinię, nie jest to tryb rozstrzygnięcia sporu. To, co powie TK nie będzie wiążącym orzeczeniem. Ale, jeżeli TK wyda opinię, i potem prezydent zwróci się do TK o rozstrzygnięcie (w trybie, w którym TK orzeka) , to będzie można wykluczyć sędziów TK, którzy wzięli udział w wydawaniu 'opinii' z rzeczywistego rozstrzygnięcia. Bo już wypowiadali się na temat tej sprawy, nie są więc bezstronni.
Pięknie pomyślana teoria spisku, nieprawdaż ? ;)
33
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (3)