Kontrowersyjny pomysł padł na forum publicznym - finansowanie partii z 1% podatku PIT. Odezwały się głosy poparcia, odezwały się też głosy oburzenia. Jak to, partia, na którą głosują bogacze będzie najsilniejsza, to niesprawiedliwe ! Nie może być tak, że bogaci decydują !
No tak - mimo, że obaliliśmy komunizm, nasze 'normy' społeczne nadal wywodzą sie z tego systemu. Ten, co ma więcej pieniędzy niż najbiedniejszy jest tym, który zagraża, grupa ludzi mających pieniądze nie może rządzić biednymi. Jasne.
Weźmy na warsztat sprawiedliwość. Trochę uproszczę i przesadzę - do końca wprost proszę tego nie brać, chodzi tu tylko o wskazanie pewnych intuicji. Intuicja sprawiedliwości u każdego z nas jest niejednoznaczna, powstaje pod wpływem wychowania, wzorców kulturowych, rzadko jest rewidowana przemyśleniami - bo częściej z niej korzystamy, niż ją rozwijamy. Dlatego pomyślmy nad jedną rzeczą: W roku 2005 42% wszystkich wpływów z PIT zapłacili ludzie przekraczający drugi i trzeci próg podatkowy. To było 5,5% wszystkich płacących PIT. W obecnym świecie poprzez głosowanie wyborcy decydują tak naprawdę o tym, jak państwowe pieniądze są wydatkowane. Ideologia, to tylko część polityki, często to tylko zasłona dymna, i działania marketingowe. W każdym razie - ważniejsze dla Polski w tej chwili jest zarządzanie pieniędzmi, niż walka ideowa o to, by ze szkół znikły krzyże (piszę to będąc sam przekonany o tym, że powinny zniknąć). Ważne są priorytety - a priorytetem musi być gospodarka. Powtórzę więc tezę - głosując decydujemy o tym, na co będą iść nasze pieniądze. W spółkach akcyjnych zainwestowane w firmę pieniądze (w uproszczeniu mówię) przekłada się na głosy. Polskie patologie typu akcje uprzywilejowane, gdzie ktoś mając 1% akcji ma 30% głosów utrudniają zarządzanie spółkami - stają się one mnie efektywne. Zdrowy model to - im więcej inwestujesz, tym więcej decydujesz. Oczywiście państwo to nie spółka akcyjna, nie może być nastawione tylko na zysk - ale pewne podobieństwa pozostają. To, że 5,5% jakiejś grupy ludzi wypracowuje prawie połowę zysku powinno przynajmniej spowodować, że będą mogli przynajmniej głośniej od innych w grupie mówić o tym, jak według nich pieniądze mają być wydawane. A przecież to, że jakaś partia będzie miała więcej pieniędzy samo w sobie nie zdecyduje o tym, że na jedną partię będzie głosowało więcej ludzi. To tylko spowoduje, że ta partia będzie miała więcej środków na prowadzenie swojej działalności. Będzie mogła po prostu mówić głośniej. To, że ludzie słuchają nie tego, kto gada mądrze, tylko tego, kto robi to głośniej - to jest po prostu inny problem. Walczyć trzeba z tym problemem, a nie z tymi, co głośno mówią. Mają do tego prawo. We Francji obowiązuje zakaz wykorzystywania billboardów przez partie polityczne, nie mogą one również wykupywać komercyjnego czasu radia i telewizji. Bogatsze partie nie wygrywają biedniejszymi dlatego, że wydrukowali lepsze (i w większej ilości) billboardy, tylko dlatego, że przekonali w inny sposób wyborców. Tak więc możliwe jest to, że pieniądze przeznaczone na PR NIE przekładają się w bezpośredni sposób na głosy. Może kiedyś do tego dojdziemy, ale na razie jest jak jest - partie mogą kupować komercyjne reklamy. Mamy takie prawo, nikt z nim nie walczy - tak więc fakt, że o głosach decydują pieniądze jest akceptowany. Z jakiej racji ktoś może mówić, że to niesprawiedliwe, że grupa społeczna mająca więcej pieniędzy będzie miała partię, która będzie miała więcej kasy ? Partie powinny odzwierciedlać społeczeństwo, bogatsza grupa społeczna - bogatsza partia. To chyba uczciwe ? Jak pisałem wyżej - to, że w Polsce bogatsza partia wygrywa wybory (w uproszczeniu) to zupełnie inny problem. Jest tu dodatkowa patologia - partia jest bogatsza, gdy miała więcej procent w poprzednich wyborach, tak więc partia raz zdobywszy dużą władzę nie wypadnie łatwo z obiegu - będzie miała więcej kasy na następne wybory od partii, która nie rządziła. Będzie miała więcej kasy - a więc i więcej głosów. Trudno jest wywalić świnie od koryta - jedne świnie (czerwone) o to zadbały, świnie, które rządzą w folwarku po nich korzystają z tego, i nie chcą tego zmieniać.
Poza sprawiedliwością można (oczywiście nie do końca wprost proszę to traktować) spojrzeć pragmatycznie na sprawę - skoro jedni ludzie więcej zarabiają od innych pracując, to znaczy, że podejmują lepsze decyzje. Skoro podejmują lepsze decyzje - to lepiej, żeby to oni rządzili. Czy jest ktoś, kto chce, żeby budżetem państwa pieniędzmi rządził człowiek od 10 lat utrzymujący się z zasiłku ? Albo inna sytuacja - rozumiem, że pielęgniarkom jest ciężko, ale z punktu widzenia pragmatyzmu - jeżeli ktoś wybrał sobie pracę, w której mało zarabia i ma cały czas problemy finansowe - to podjął złą w kwestii finansów decyzję. Jeżeli nie rzuca źle płatnej pracy, nie przekwalifikowuje się, nie znajduje pracy lepiej płatnej - to może i jest dobrym, uczciwym człowiekiem, ale nie jest kimś, kto powinien decydować o tym, co zrobić, żeby Polsce było lepiej finansowo. Bo nie dba o własne finanse - może dla idei, może kocha to, co robi - i luz, fajnie, że nie wszyscy jesteśmy materialistami - ale ideowiec niech rządzi ideą, materialista niech rządzi kasą. W Polsce większość wysiłków rządzących powinno iść w kierunku polepszenia gospodarki, niech więc grupa najlepiej sobie w gospodarce radząca ma więcej głosów - co w tym złego ? Przecież ideowcy nie znikną ze sceny politycznej - będzie ich mniej. Przypominam, że PIT'u nie płacą ci, co zarabiają duże pieniądze - oni płacą CIT. Wysoki PIT płaci klasa średnia, która napędza naszą gospodarkę, i jest jej jedyną nadzieją na cud. Specjaliści - pracownicy, którzy wykonują ważną, dobrze opłacaną pracę. To oni mogą stworzyć cud gospodarczy, niech więc mają możliwość mówienia głośniej od innych o tym, jak powinien wyglądać kraj.
Tak podsumowując - uważam, że idealne byłoby rozwiązanie, w którym - podobnie jak we Francji - partie polityczne nie mogą kupować komercyjnych reklam. Ale - jeżeli tak nie jest, to niech nikt nie ma pretensji, że bogatsi ludzie mają więcej pieniędzy, przez to ich partie są bogatsze - i co za tym idzie - mają więcej głosów. Bogatsi ludzie - bogatsze partie, to chyba uczciwe ? A że system jest taki, że bogatsza partia wygrywa wybory - to zupełnie inna para kaloszy. Zmieńmy ten system, a nie obrażajmy się na kogoś, że ma więcej kasy.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)