Właśnie usłyszałem w wiadomościach "Trójki" informację o tym, że grupa rządowych, rosyjskich historyków oskarżyła Józefa Becka o szpiegostwo na rzecz Niemiec, a Mikołajczyka na rzecz Brytyjczyków.
Pomijając niską jakość merytoryczną zarzutów (Beck działał wyraźnie sprzecznie z interesem Niemiec) zainteresował mnie dysonans w traktowaniu swoich narodowych interesów przez Rosję i Polskę.
Rosjanie, mając przed oczami widmo odszkodowań za dokonane ludobójstwa i grabieże, a mając równocześnie sprawę merytorycznie przegraną, bronią się jak mogą. Budują oficjalny program rządowy wybielający udział Rosji w wojnie. Wkręcają inne kraje w rozpętanie hekatomby jaką była II wojna światowa i wydarzenia po niej następujące.
Polacy, mając przed oczami widmo odszkodowań za mienie i życie utracone przez Żydów, a mając sprawę merytorycznie wygraną, starają się jak mogą tę dyskusję przegrać. Wyciągają samodzielnie i energicznie zdarzenia o dużo mniejszej skali winy w porównaniu np. do innych krajów Europy. Intensywnie nagłaśniają je i promują.
Gdzie tu sens?


Komentarze
Pokaż komentarze (8)