Walkę o wyższość symboli możemy uznać za zakończoną. Mur berliński definitywnie zdeklasował Okrągły Stół.
Czy jednak mogło być inaczej? Czy metroseksualno-psychoanalityczny mit rozmawiania, porozumienia, grubej kreski, bekrwawego rozw. sporu, miał jakiekolwiek szanse z klasycznym symbolem rozwalenia symbolu starej władzy rezonującym w każdym posiadającym choćby minimalne ilości testosteronu?
Czy Okrągłostołowa urzędnicza nasiadówa miała jakiekolwiek szanse? Spójrzmy na symbole narodowe innych państw:
Niemcy - wiadomo, demolka muru
Francja - demolka Bastylii
Hiszpania - demolka gen. Franco
Rosja - pogonienie Polaków z Moskwy
USA - Deklaracja Niepodległości - w skrócie "pakujcie się i spadajcie z powrotem na wyspy"
UK - pogonienie Francuzów pod Trafalgarem
Przyjrzyjmy się też niemieckim i polskim graczom w niemiecko-polskich relacjach:
Helmut Kohl vs. Tadeusz Mazowiecki
HK - wielki, dobrze odżywiony, pewny siebie
TM - chudy, niepewny, zmarźnięty

Donald Tusk vs. Angela Merkel
AM - zdrowa, jurna Niemka z wielkim cycem
DT - chudy, bez właściwości, nadskakujący (pamiętacie spotkanie z Putinem?)

No i nie zapomnijmy o Lechu Wałęsie, posłanym jako delegat na obchody do kraju, który upublicznił wszystkie archiwa Stasi i wyczyścił życie publiczne z jego funkcjonariuszy i TW.

Jak mamy być traktowani poważnie, jeśli na obchody częściowo poświęcone obaleniu komunizmu (bo nie oszukujmy się, nie o to w tym przede wszystkim chodzi) posyłamy TW?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)