Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich. (Łk 9,54)
Tacyśmy skorzy do zemsty, rewanżu. Tacyśmy chętni ferować wyroki, innym wymierzać „sprawiedliwość”. Niechby tylko wyrządzili nam jakąś niegodziwość, zaleźli za skórę - już pałamy świętym oburzeniem i dyszymy chęcią odwetu. Tym ono świętsze, im pełniejsze nasze przekonanie, że racja jest po naszej stronie.
Nie inni byli apostołowie, Jakub i Jan. Kto tu nam będzie podskakiwał i znieważał naszego Mistrza! Zaraz im pokażemy, kto tu rządzi! Ogień niebieski spuścimy!
Lecz on odwróciwszy się, zgromił ich (Łk 9,55).
Lecz on odwróciwszy się, zgromił ich (Łk 9,55).
Dobrze że Go przynajmniej spytali o pozwolenie. Nam się nieczęsto to przydarza. A przecież to my, nie oni, wzrośliśmy w duchu Pawłowej maksymy „zło dobrem zwyciężaj”. To my mamy za sobą całe wieki chrześcijaństwa, w czasie których jego myśl pogłębiała się i dojrzewała. To my powinniśmy pamiętać prawdę, którą tak pięknie przypomina dziś andrzej.budzyk (http://andrzej.budzyk.salon24.pl/199902,czytalem-w-1982-roku) - że w chrześcijaństwie zwycięzcą jest jagnię...
Choćbyś miał przeświadczenie o swej stuprocentowej racji, pewność, że przeciwnik jest szubrawcem przesiąkniętym do szpiku kości cynizmem i obłudą – porzuć pokusę sięgania po jego oręż. Gdy ta pokusa wygra, twoja prawda, za którą z taką gorliwością optujesz, będzie już skalana. Bo to miłość, nie nienawiść, jest naszą przyszłością - a ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego (Łk 9,62).


Komentarze
Pokaż komentarze (8)