11 obserwujących
152 notki
142k odsłony
1089 odsłon

Odyseja Christophera McCandlessa-piękny film Seana Penna z 2007 r.

ufs.pt
ufs.pt
Wykop Skomentuj22

Większość drzwiami i oknami „wali” na „Kler”, ja natomiast postanowiłem odświeżyć sobie wczoraj film „ Into the Wild”, w Polsce znany pod tytułem „ Wszystko za Życie”, w reżyserii Seana Penna z 2007 roku. Film opowiada autentyczną historię Chrisa McCandlessa, który porzuca wszystko i wyrusza w nieznane. Rzadko się zdarza aby jakieś zdanie wypowiedziane w filmie, a właściwie napisane, jak w przypadku „ Wszystko za życie”, towarzyszyło mi wiele lat po jego obejrzeniu. Przypomnę tylko tym, którzy filmu nie widzieli, że główny bohater, u progu swojej samotnej odysei w poszukiwaniu szczęścia i wolności, w ostatnich chwilach życia, odkrywa, iż szczęście jest tylko wtedy autentyczne, gdy się nim dzielisz.
Początek filmu jest dość sztampowy. Zamożna, ale zarazem dysfunkcyjna amerykańska rodzina wywołuje w młodym chłopaku ze „świeżo upieczonym” dyplomem college zew wolności, bunt i pragnienie zerwania więzi społecznych, chęć ucieczki w nieznane. Świetnie grana przez Emile Hirscha postać Chrisa, pali własne dokumenty tożsamości, a pieniądze zgromadzone na studia prawnicze na Harvardzie oddaje, co do centa, na organizacje dobroczynne. Rusza następnie swoim starym styranym autem, pamiętającym jeszcze zapewne prezydenturę Jimmiego Cartera, w drogę.
Film składa się z rozdziałów, każdy z nich ukazuje inną część Stanów Zjednoczonych i innych ludzi, których główny bohater spotyka na swojej drodze. Akcja filmu toczy się niespiesznie a zdjęcia przykuwają pięknem, zarówno te ukazujące dziką przyrodę Ameryki, jak chociażby Wielki Kanion Kolorado, jak i te ukazujące rolnicze tereny Kalifornii, gdzie Chris podejmuje się pracy zarobkowej. Warstwa wizualna filmu to jednym słowem majstersztyk sztuki operatorskiej.
U ludzi napotkanych na swojej ścieżce Chris wzbudza sympatię, chęć zbliżenia się, jednak nigdzie „nie zagrzewa” miejsca na dłużej i nie ulega nawet wdziękom urodziwej nastolatki, będącej wyraźnie nim zainteresowanej. W głowie ma swoją samotnię, mityczną Alaskę, z dala od cywilizacji, gdzie ma dostąpić owego upragnionego oświecenia i duchowej dojrzałości. Zresztą, to miejsce odosobnienia, do którego dociera już na początku filmu, jest zręcznie ukazywane przez twórców pomiędzy rozdziałami o których mowa.
Mnie najbardziej poruszył chyba ostatni rozdział tej odysei, zatytułowany „dojrzałość, o ile dobrze pamiętam. Chris spotyka w nim starego weterana wojennego, po przejściach, Rona Franza. Podobnie jak we wcześniejszych rozdziałach filmu, tutaj również pomiędzy bohaterami nawiązuje się nić sympatii. Ron udziela Chrisowi schronienia w swoim domu, uczy go swojego rzemiosła, rozmawiają o swoich trudnych doświadczeniach. Zaprzyjaźniają się. Ron staje się dla Chrisa przyjacielem- mentorem, którego ten słucha z uwagą. Znając już historię Chrisa Ron mówi do niego o Bogu, iż wybaczając spływa na nas światło Boga. Jednak, nic na tym etapie nie jest w stanie zmienić kierunku w którym Chris zmierza. Przy rozstaniu, ze łzami w oczach, Ron proponuje Chrisowi adopcję, ten odpowiada, że wróci do tej rozmowy po powrocie i rusza ku swojemu przeznaczeniu.
Wątki związane z miejscem przeznaczenia Chrisa, owej mitycznej Alaski, jak już wspomniałem wcześniej, przewijają się przez cały film. Stary, porzucony na odludziu autobus, to miejsce gdzie Chris kończy swoją podróż. Dzika przyroda nie okazuje się tam łaskawa, ukazuje swoje piękne, choć jednocześnie bezwzględne oblicze. I gdy Chris decyduje się z niej w końcu wyrwać, to jest już na to za późno, wiosenne roztopy i rwąca rzeka odcinają mu drogę powrotu. Z głodu, nieumyślnie sięga po trujące rośliny. Zanim umrze, przypomni sobie tych wszystkich pięknych ludzi, których spotkał na swojej drodze, i którzy oferowali mu swoją przyjaźń i wzajemność. Zdąży jeszcze przed śmiercią wpisać w swoim pamiętniku wyraz swojego przebudzenia, iż szczęście jest tylko wtedy autentyczne, gdy się nim dzielisz.
Według mnie film ów, niesie w sobie głębokie chrześcijańskie przesłanie. To przesłanie, ukazane w chwili śmierci Chrisa, jak i w rozdziale pt. „dojrzałość” , kojarzy mi się chociażby z odyseją św. Pawła, który przemierzył większość ówczesnego cywilizowanego świata dzieląc się właśnie swoim szczęściem i dobrą nowiną,
Sam film pt. „ Wszystko za życie” jest po prostu piękny w formie i treści. Dla mnie to pewien rodzaj odtrutki na większość współczesnych filmów, podszytych sensacją dla sensacji i nie wnoszących w życie nic wartościowego. Z całego serca polecam tym, którzy jeszcze nie widzieli.

Wykop Skomentuj22
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura