Dawno temu Michnik w "Kościół, lewica, dialog" napisał coś takiego - za każdym z nas chodzi sobie mały, szary człowieczek i mówi "tego nie zrobisz". I ty tego nie zrobisz. Ten człowieczek nazwa się "sumienie".
Sprawa awantury o anonimowość w sieci nudzi mnie i bawi. Nudzi, bo jest jej po prostu za dużo i czuję pewien przesyt, bawi, bo dla średnio rozgarniętego człowieka anonimowość w sieci to fikcja. Ruszyło mnie co innego - etyka i wszystko, co z nią związane.
Szantaż jest rzeczą obrzydliwą, bez względu na jego cel, który zresztą w przypadku kataryny też był obrzydliwy. Piszę sobie mojego bloga w spokoju duszy, ale nie znaczy to, że nie dostrzegam tego, co dzieje się poza moją wsią. Z zawodu jestem dziennikarzem, co moi Czytelnicy szybko wykryli. Nie należę do ludzi łatwych i przyjemnych, nigdy nie pisałam tekstów o kwiatkach i pszczółkach, a przez 20 lat zdążyłam sobie narobić mnóstwo wrogów. Przez te lata nigdy nie zdarzyło mi się wykorzystać poufnych informacji, puścić nazwiska informatora, czy w jakikolwiek sposób zawieść jego zaufania. To byłoby zawodowe samobójstwo. Nigdy nie żerowałam na włosie łonowym, a moi współpracownicy mieli psi obowiązek szalenie dokładnie sprawdzić każdą informację. Gdyby ktoś z nich posunął się do szantażu, nie tylko nie machnęłabym wstępniaka, odsądzającego od czci i wiary jego adwersaży, ale z hukiem wylałabym go z pracy, przepraszając wszystkich w koło. Brzydzę się takimi metodami, chociaż zdarzało mi się bronić moich ludzi do upadłego, jeśli wiedziałam, że papiery są twarde, sprawa jest kryta, a facet ewidentnie się podłozył.
Każdy, kto kiedykolwiek otarł się o media, ma przeróżne informacje - często szalenie intymne, czasami trafiają do nas zdjęcia i papiery, często znamy prywatnie opisywanych przez nas ludzi i wiemy o nich znacznie więcej, niż piszemy. Tu chodzi po prostu o podstawową etykę tego zawodu. Dziennik dał dupy, broniąc sprawy obrzydliwej. Nigdy za tym pismem nie przepadałam, teraz zrobiło mi się niedobrze. Szczytem wszystkiego jest szczucie kataryny Faktem. Ten zresztą - ku mojemu zaskoczeniu - od całej sprawy się odciął, mimo przynależnosci do tego samego koncernu, co w jakimś sensie budzi szacunek.
Nie jestem zwolenniczką pełnej anonimowości i bezwzględnego krycia blogerów. Nie, bo często w blogach padają słowa kompletnie nieprzemyślane, pełne jadu i nienawiści. Atakowany ma prawo do obrony, a trudno obronić się przed bezimiennym duchem. Są sytuacje, które wymuszają podanie danych do publicznej wiadomości, ale od tego są sądy i prokuratura, a nie kapturowy sąd kilku dziennikarzy i obrażonego ministra ze sporym garbem przekrętów na plecach.
Cała ta historia jest parszywa. I dlatego tym razem pozwoliłam sobie na odstępstwo od konwencji mojego bloga, za co wszystkich serdecznie przepraszam.
Edith: W tym wszystkim jest jeszcze jedna zabawna sprawa - do blogerów typu ~stefano666~ z Onetu czy WP tak naprawdę nikt się nie przyczepia. Nieortograficzne bluzgi nikogo specjalnie nie ruszają i spływaja jak woda po gęsi. Czepiactwo uprawia się w stosunku do tych, którzy faktycznie mają coś do powiedzenia, wrzucając ich w internetowe szambo. Ciekawy sposób widzenia świata...



Komentarze
Pokaż komentarze (4)