Dzisiaj pojechałam po sadzonki do sąsiedniej wsi. Kupowałam kwiatki i widzę, że Marysia coś niezadowolona. "Lwa wsadzili, wiesz - chlipnęła. Moja pierwsza reakcja była: "Zniszczyli człowieka".
Mam jakieś szczęście do Rywina. Mieszkałam nieopodal niego pod Warszawą (no dobra - w Konstancinie mieszkałam), teraz znowu mieszkamy niedaleko. Chadzamy do tych samych sklepów, u tej samej gospodyni kupujemy pomidory. To, co napiszę, będzie moim prywatnym spojrzeniem na całą tę sprawę. Na Sprawę Rywina.
Poznałam Rywina dawno temu, w dość sympatycznych okolicznościach. Zrobił na mnie wrażenie trochę Falstaffa, trochę Zagłoby... Świetny gawędziarz, dla swoich przyjaciół pewnie świetny kumpel. Potem dowiedziałam się, że po raz kolejny nasze drogi się przecięły - Rywin kupił siedlisko od moich wieloletnich znajomych.
Wyborcza i rozdmuchanie Rywigate mnie przeraziły. Do dzisiaj nie mogę zrozumieć, komu to było potrzebne. Nie tłumaczcie mi tego, proszę. Po prostu taka nagonka na człowieka nie mieściła mi się w głowie - podejrzewam że tego typu propozycji Rapaczyńska z Michnikiem mieli sporo. Wątpię, żeby było inaczej, biorąc pod uwagę wielkośc koncernu Agory. Dlaczego akurat Rywin padł tego ofiarą - pojęcia nie mam. Nie wiem, czy była jakaś GTW, czy Rywin po prostu się spił i bredził, a może szukał farta. Stracili na tym wszyscy - i Michnik, i Rapaczyńska, i Wyborcza, i Rywin. Zostawmy to. Zajmijmy się człowiekiem.
Jadziunia, szefowa GS-u - "Kurwa, on normalny jest. Łba nie zadziera, w kolejce stoi. No, normalny człowiek. " Marysia od kwiatów i pomidorów nie wie, jak Rywina opisać - "Przychodzi, wybiera, z człowiekiem pogada jak z równym, co nie? Zawszeć trochę więcej zostawi, ale kiejda warszawiakom do niego! Do pięt nie dorastają". Jasne - to tylko zdanie szaraczków, którzy Rywina znają z codziennych kontaktów. Ci szaraczkowie spisali z trudem petycję do Wyborczej i Michnika, żeby im Rywina zostawili w spokoju. Kto nie mieszka na wsi, ten nie wie, ile narad, ile nocnych rozmów ten gest kosztował. Pod listem podpisało się 237 osób (musiałam sprawdzić, żeby byka nie strzelić). Petycję wysłali i nigdy nie doczekali się odpowiedzi. Tłumaczyli sobie to tym, że list zaginął gdzieś na poczcie. Może to i dobrze - w przeciwnym razie dowiedzieliby się, że byli przez kogoś inspirowani i podpuszczani. Nie wyprowadzałam ich z błędu, chociaż petycję spisywałam na moim komputerze i drukowałam na mojej drukarce, mimo, że się pod nią nie podpisałam, bo to była sprawa wsi, nie moja.
Wracam pamięcią wstecz i przypominam sobie Konstancin. U Rywina bywali wszyscy. Pili, jedli i nieźle się bawili. Kiedy Rywina zapuszkowano, jakoś wokół niego zrobiła się pustka. Warszwka spieprzyła. teraz pewnie zaciera ręce, a Marysia łka w swojej szklarni z pomidorami. Kogo to obchodzi? Człowiek gdzieś zaginął, została GTW.

zdjecie: TVN 24



Komentarze
Pokaż komentarze (9)