Voit Voit
47
BLOG

Wycieczka

Voit Voit Polityka Obserwuj notkę 43

Moje dziecko jedzie jutro na wycieczkę -  daleką, bo malucha nie będzie w domu cały dzień. Wyjedzie wczesnym rankiem, wróci późnym wieczorem. Mam serce w gardle i spore wyrzuty sumienia, bo tegoroczny 4 czerwca kojarzy mi się wyłącznie z wycieczką syna. Moze dlatego, ze coraz mniej interesuje mnie cała reszta. 

Juz dawno temu pogubiłam się w tym , co kto komu powiedział, a przyczyny dziwnego zachowania naszych polityków najzwyczajniej na świecie kompletnie mnie nie obchodzą. Ze zwierzęcia politycznego stałam się "elektoratem okazjonalnym", bioracym co prawda udział w wyborach, ale w niczym poza tym. Nie latam z plakatami, nie rozrzucam ulotek, nie organizuję spotkań, nie siedzę w zadnym sztabie i dobrze mi z tym. Na szczęście nia ogladam TV, bo reklamówki wyborcze są dla mnie nie do strawienia. 

Dzisiaj mieliśmy w przedszkolu zebranie przed jutrzejszą wycieczką. Nagle jakaś matka-aktywista wygłosiła dość niezrozumiały spicz na temat 4 czerwca i obowiązku pójścia na wybory. Zapadło milczenie, bo mówiąc szczerze-  nikt z nas o polityce akurat nie myślał, wszyscy zajęci byli zastanawianiem się nad tym, jakie kanapki zrobić naszym dzieciom.  Głupio jednak było nic nie powiedzieć, bo matka po jakimś czasie zrozumiała, ze to co brała za pełne namysłu milczenie w rzeczywistości jest zazenowaniem, połaczonym z nudą. Niemrawo zaczęliśmy dyskusję. Ogólnie -  większość do Unii nic nie miała, a część nawet miała nawet zamiar iść do urny. Dyskusja zeszła na absurdalne przepisy unijne, kretyńskie podatki, utrudniające zrobienie czegokolwiek, butę władz... Ot, jak to zwykle wśród Polaków. Wreszcie z kąta odezwała się młoda dziewczyna i powiedziała bardzo spokojnie - "Wiecie co? Ja mam cały ten 4 czerwca w dupie. I Unię też." Matce-aktywistce opadła szczęka: "Pani jest zwyczajnie nieuświadomiona - powiedziała, purpurowa z oburzenia -  Na szczęście MY WSZYSCY myślimy inaczej, prawda?!" Tłumek rodziców patrzył na nią z pokerowymi minami.  "Państwo nie wiecie, ze 4 czerwca przyniósł nam wolność? Wolność sumienia, słowa, wyznania -  zapalała się coraz bardziej matka - Dzięki temu zaczęliśmy być ludźmi, nie bydłem! Ja pamiętam..." "Posłuchaj mnie, dzieciak -  przerwała jej jakaś babcia - Twój ociec donosił, zboze nam zabierali, co to je zakopane mieliśmy. Potem nawet na siew nie było. Potem w milicji pracował. Pamiętać to ty se mozesz. Ja zawzdy mówiła co chciała i modliła się do czego chciała i sumienia miałam czyste. Ty se geby ludziami nie wycieraj. Morda w kubeł. Ja tu jestem, bo oćce dzieciaków do Brytanii wyjechali za chlebem.  Dzieciaków juz pół roku jak nie widzieli, bo to bilety drogie. A ja uz prawie 80 lat mam. Patrzaj, ile tu starych jest -  to wsie wnuki przyszło hodować, jako i własne. Patrzaj i cicho ty siedź! My bogobojne ludzie, to i was na widłach nie wyniosły, a się nalezało! I ty mi tu od bydląd nie wymyślaj!"  

Tłumek się kłócił, ja siedziałam sobie na podłodze i czekałam na panią Teresę, zeby ustalić szczegóły jutrzejszej wycieczki. Przy okazji zrobiłam sobie wycieczkę w przeszłość, wcale nie tak odległą. Zobaczyłam Niespodziankę na Placu Konstytucji i mnie z naręczami plakatów. Ludzi, którzy przynosili nam coś do zjedzenia i picia, plakaty w witrynie knajpy, jakiś sklep ze zdjęciem Wałęsy, Biało-Czerwoną i kwiatami, uśmiechy w tramwaju na widok mojego znaczka w klapie i to, ze ktoś mi -  dziewiętnastoletniej gówniarze ustąpił miejsca, nieprzespane noce, stosy ulotek, dzisiejsze gwiazdy polityki i mediów siedzące na podłodze i rozrabiające w wiadrach klej do tapet, starszą panią, która zaczepiła mnie na ulicy, wpatrzona w znaczek i zapytała: "Dziecko... Ty się nie boisz?", pamiętam smak piwa, które ktoś przytargał, zapach bombonierek - wtedy towaru deficytowego. Milicjanta, który wpadł, zeby nam powiedzieć, ze jest z nami. I panią, zaciskajacą w ręku powstańczego orzełka. Pamiętacie?

Wróciłam do rzeczywistości dosć szybko -  zadzwoniła komórka -  moja księgowa. Zmienił się jakiś arcywazny przepis, więc musimy zmienić... I tu zaczęła się wyliczanka. Po minucie rozbolała mnie głowa. bank odmówił pozyczki, bo nie napisałam biznes-planu na 5 lat naprzód. Nie wiem, jak go napisać, bo nie mam pojęcia, jakie za 5 lat będą przepisy.  Unia chce rozliczenia czegoś zupełnie odlotowego, czego nie mam, ale jakoś skręcę fakturę. No i trzeba jakoś podbić faktury za remonty -  jutro zadzwonię do szefa firmy i to załatwię. Z samochodem tez jest kłopot, trzeba zwiększyć sumę umowy. OK. Zostawiłam towarzystwo i wróciłam do domu. Czekały na mnie paczki z dostawami do galerii. W każdej "podwójna księgowość" -  to na rachunek, to bez. Do tego zadzwonił znajomy: "Pamiętasz, jak 4 czerwca..." Pamiętam, drogi przyjacielu, tylko Ty wtedy stałeś po tej drugie stronie barykady. Telefon do mnie nie uczyni z Ciebie styropianu. 

Nie pójdę na wybory, a 4 czerwca bedę miło wspominać, ale w domowych pieleszach. Szkoda, ze to przesraliśmy. 

Voit
O mnie Voit

Kogo banuję - przede wszystkim chamów, nudziarzy, domorosłych psychologów i detektywów-amatorów. To mój blog i to ja decyduję, kto tu będzie komentował. Powinnam to zrobić dawno, teraz zabieram się za porządki. Dyskusja - proszę bardzo, może być na wysokich tonach, ale chamstwo i nudziarstwo zdecydowanie nie. Anka Grzybowska Utwórz swoją wizytówkę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (43)

Inne tematy w dziale Polityka