42 obserwujących
214 notek
245k odsłon
  361   0

Dworacy

 

Château de Chambord...

Nigdy tam nie byłem i chyba jest czego żałować. Château de Chambord uchodzi za najpiękniejszy z zamków nad Loarą. Architekturą nawiązuje do średniowiecznych warowni, które stały tam w czasie wojen z Anglikami. Po wyburzeniu jednej z nich król Franciszek wybudował sobie nową siedzibę w tym samym miejscu w stylu włoskiego renesansu z zachowaniem elementów fortyfikacji jako ozdobników.

Jego doradcą był Leonardo da Vinci, który pracował tam na parę lat przed śmiercią i pozostawił po sobie unikalne schody w formie dwóch nieprzecinających się spirali. Na początku XVIII w. château de Chambord był przez parę lat rezydencją Stanisława Leszczyńskiego, teścia Ludwika XV.

Czterdzieści lat wcześniej urzędował tam ze swoimi dworakami Ludwik XIV znany też jako Król-Słońce. Jego pałac nad Loarą zdobył sobie sławę także za sprawą skandalu, o którym głośno było w całej Europie. Turecki kolega dworaków (tyle żew misji dyplomatycznej), któremu nie udało się nakłonić Ludwika XIV do zmiany sojuszników, rozgłaszał po powrocie nad Bosfor, że siedziba króla Francji w château de Chambord nie umywa się  nawet do pałacu sułtana w Istambule. 

Istnieje jednak więcej powodów, dla których warto przyjrzeć się dziejom pałacyku nad Loarą uważniej.  W 1670 w château de Chambord odbyła się premiera sztuki "Mieszczanin szlachcicem". Król-Słońce był not amused i opuścił widownię jeszcze przed końcem przedstawienia.

Sensacyjny upadek Moliera uskrzydlił pałacowych dworaków. Przez parę dni z rzędu prześcigali się w parodiowaniu pisarza i wybranych fragmentów jego przedstawienia doprowadzając do tym większego śmiechu kamerdynerów i stojących niżej w hierarchii dworaków, którzy sztuki nie widzieli. Molier wspominał później o tym epizodzie z château de Chambard  jako najczarniejszej chwili swojego życia. 

Właściwie nie wiadomo, dlaczego (ze względu na wesołość dworaków?) król doszedł do wniosku, że może jednak sztuki nie zrozumiał. Poprosił więc Moliera i jego trupę, żeby zagrali ją ponownie.

Tym razem Jego Wysokość został do końca przedstawienia. Musiano je nawet przerywać ze względu na jego niekończące się napady śmiechu.

W sumie Ludwik XIV kazał sobie odegrać sztukę trzykrotnie przez trzy kolejne wieczory. Nie wiadomo, jakie miny robili dworacy. Zapewne nie było im do śmiechu, choć nie przypuszczam, żeby dali to poznać po sobie.

Kaprys monarchy sprawił, że klęska pisarza stała się jego największym triumfem. Lecz na tym niestety pouczająca kariera zamku nad Loarą jako teatralnej swiątyni się skończyła. Parę lat później Ludwik XIV przeniósł dwór do Wersalu.

Na decyzję wpłynęła bliskość bagien, powtarzające się plagi komarów i malaryczny klimat

P.S.

wklejam fragment znanego wszystkim (taką żywię nadzieję) genialnego filmu francuskiej reżyserki rosyjskiego pochodzenia Ariane Mnouchkine. Niestety nie przedstawia wydarzenia, do którego nawiązuję w moim wpisie, ale innej nie znalazłem. Między innymi za ten film Ariane Mnouchkine dostała tytuł Doktora Honoris Causa Uniwersytetu w Oksdordzie.

Rzadkie wydarzenie w branży filmowej.

 

 

P.P.S

znalazłem jeszcze jedną scenę z filmu Ariane Mnouchkine, którą również uważam za godną wklejenia...

 

 

O teatrze na zgubę porwanym przez wiatr.

 

Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale