KRAJOBRAZ PO BITWIE
Modlitewne kapliczki w bram wnękach
Przed którymi przechodzień nie klęka…
Tylko muchy wielbią te ołtarze,
Z szyb strzaskanych utkane witraże…
Tylko wiatr wygwizduje pacierze,
Tylko echo powtarza: „JA wierzę…”
Lasy krzyży rosną na podwórkach,
- tutaj ojciec spoczywa, tam – córka…
Deszcz mogiłki roztapia, rozmywa
- tutaj syn, a tam matka spoczywa…
Kwiatki uschły, lecz jednak jest pięknie.
Śmierć już poszła. Nikt się jej nie zlęknie...
Przed pękniętym i kapiącym kranem
nie ma żadnej kolejki nad ranem.
Już nikogo ta woda nie zbawi,
nikt już na nią życia nie postawi.
Choć niedawno było tak inaczej…
Kran pamięta… i kroplami płacze.
Przez uliczne wymarłe kaniony
Żaden łącznik nie biegnie strudzony.
Stosy gruzów… Na gruzach „panterka”…
Kto ją nosił? – być może harcerka,
Lub powstańczy gazeciarz – lat dziesięć,
Co w ostatnią wkroczył życia jesień…
W potrzaskanej, pogiętej tablicy,
która imię dawała ulicy,
która walkę widziała i lament –
epitafium dla miasta? Testament?
Obietnica – skarga – oskarżenie?
Że miast ludzi na ulicach – cienie…
Chrystus z krzyżem – z rozpaczą kamienną
patrzy w miasto jak w otchłań bezdenną,
w której znikło to wszystko, co święte
robiąc miejsce temu, co przeklęte…
Co się piętnem kainowym chlubi
i zgubiwszy brata… siebie gubi.
Szkielet domu rozdarty, rozpruty,
od nikogo nie żąda pokuty
lecz o zemście do nieba coś krzyczy,
i na powrót mieszkańców wciąż liczy.
Lecz niektórzy tu są – zawsze byli.
Tydzień temu ich wszystkich spalili…
Przemieszali z gruzem swoje kości…
To warszawski fundament wolności!
Kto i kiedy coś na nim zbuduje,
Zliczy straty, ścieżki wyprostuje?
Może z czasem podpowie historia…
TAK JAK ZAWSZE? Że „victis”…i „gloria”..?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)