Istnieja rzeczy, których polskiego półinteligenta nauczyć sie nie da. Żeby nie wiemy ile tłumaczyć – to i tak nie zrozumie.
Pierwsza – to to, że angielski “billion” to nie jest polski “bilion“. Można tłumaczyć i tłumaczyć – a i tak gdy zaczyna się mowa o budżecie USA – to będą pisac głupoty.
Druga – to to, że angielskie ‘dream’ oznacza ‘sen’ ale także ‘marzenie’.
Co oznacza, że popularne określenie: “american dream” – marzenie o zrobieniu w Ameryce kariery, wspólne wszyskim imigrantom – tłumaczymy jako “amerykańskie marzenie” a nie “amerykański sen”. Ludzie przybywają do Ameryki aby realizować marzenia a nie po to aby śnić.
Podobnie jest ze słynnym zdaniem z przemówienia Martina Luthera Kinga: “I have a dream!“. King miał marzenie – marzenie, że ludzie nie będą ani jego ani innych Murzynów oceniać po kolorze skóry ale po tym, czym są naprawdę. Że zaczną ich traktować jak pełnoprawnych obywateli.
Polscy pismacy z pijackim uporem okrzyk “I have a dream” tłumaczą jako “Mam sen”. Ostatnio zrobiła to Olga Tokarczuk z Wybiórczej.
“Za Martinem Lutherem Kingiem mogłabym powtórzyć: Miałam sen.”
Proszę pomyśleć jaką to ujawnie intelektualną ciasnotę. Pal sześć, że pewnie słabo zna angielski, albo w ogóle. Nie każdy musi znać. Ale ona nawet nie rozumie o co chodziło z tym całym Martinem Lutherem Kingiem. Nigdy nie zadała sobie pytania: dlaczego on opowiadał o jakiś snach? O co tak naprawdę chodzi w tym przemówieniu, na które się powołuję? Kim tak właściwie był ten King?
Straszna jest bezmyślność lemingów. A przy tym to ich przekonanie o ich wielkiej inteligencji!
Wielki Wódz Apaczów
Inne tematy w dziale Kultura