fot. TVN24.pl
fot. TVN24.pl
Przegląd subiektywny Przegląd subiektywny
682
BLOG

Przestraszyć Frycza

Przegląd subiektywny Przegląd subiektywny Polityka Obserwuj notkę 10

Internauta z Tomaszowa Mazowieckiego, Robert Frycz, poczuł się szykanowany z powodu interwencji ABW w sprawie jego strony antykomor.pl, i jak informuje jego adwokat Bartosz Kownacki, zamierza zwrócić się ze skargą do Prokuratora Generalnego i Rzecznika Praw Obywatelskich. Interesujące może być uzasadnienie, bo, jak oświadczył sam Frycz, pomysł stworzenia portalu przyszedł mu na myśl po tym, gdy zobaczył w Internecie negatywne opinie o śp. Lechu Kaczyńskim.

Nie tylko mnie ogarnęło pewnie zdziwienie, że oficjalna agenda rządowa posunęła się do ingerencji w prawo do wolności wypowiedzi, nawet jeśli autor plótł bzdury i nie miał w nic interesującego do powiedzenia. Ten młody chłopak, lekko przerażony tym co się stało , dał się wciągnąć się w bełkot, nazywany szumnie dyskursem społecznym. Powodem dla którego Frycz zdecydował się na „satyrę” wobec prezydenta Komorowskiego był odwet za „potwarze” wobec prezydenta Kaczyńskiego.

Wolność słowa, jak każda wolność, wymaga od korzystających z niej ludzi odpowiedzialności, która oznacza nie tylko gotowość do ponoszenia konsekwencji za wypowiadane słowa, ale, może przede wszystkim, uczciwości wobec siebie i czytelnika. Jak rozumieć wobec tego deklarację o odwecie Frycza?  Czy taka deklaracja, obnażająca niskie pobudki i łamanie reguł upoważnia do odstąpienia przez państwo od wziętego na siebie zobowiązania poszanowania wolności obywatela? Jak należy rozumieć i ocenić przedmiotowe potraktowanie prezydenta Komorowskiego, a nazbyt egzaltowane oddanie sprawie prezydenta Kaczyńskiego? Tak naprawdę Frycz nie stwierdził, że Komorowski jest złym prezydentem. Nawet go to nie interesuje specjalnie. On znalazł sobie sposób na wymierzenie „sprawiedliwości”. 

To symboliczny lincz, rodzaj samosądu, omijający wszelkie reguły postępowania w takiej sytuacji, przyjęty  sposób weryfikacji polityków w systemie demokratycznym, także prezydenta. Symboliczny wymiar agresji, jak pokazuje doświadczenie naszego kraju z ostatnich lat, ma ten sam destrukcyjny i nierzadko tragiczny wymiar, co przemoc bezpośrednia. Najbardziej destrukcyjne są one jednak dla oprawcy. Eskalacja nienawiści doprowadziła do zabójstwa Marka Rosiaka w biurze poselskim w Łodzi. Tamtemu mordercy również nie chodziło o Rosiaka. Jego celem był wróg. A wrogiem mógł być każdy -  Kaczyński, być może Miller, albo ktoś jeszcze inny. Trafiło na Rosiaka. O co więc w takim razie chodzi?

Cechą celów agresji jest ich depersonifikacja. Na ataki nie wybiera się ojców rodzin, członków wspólnot kościelnych, dziadków bawiących się z dziećmi, mężów borykających się z tymi samymi problemami życia co wszyscy. Przeciwnikiem jest bezkształtny wróg. On nie ma twarzy, nie ma uczuć, jest złem wcielonym, bezosobowym golemem na tyle groźnym, że trzeba go zniszczyć. To coś a nie ktoś – do odreagowania frustracji. Mediacja między poróżnionymi stronami polega na zbliżaniu zantagonizowanych stron, pokazywaniu ich z ludzkiej a nie przedmiotowej perspektywy. Prawdopodobnie, gdyby Frycz patrzył na Komorowskiego jak na osobę ludzką, a nie przedmiot krucjaty... ale nie patrzył.

Czy w tej sytuacji ingerencja państwa była uzasadniona? Czy należało może czekać na apokalipsę?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka