87 obserwujących
348 notek
884k odsłony
5080 odsłon

Rosyjski żaglowiec w niemieckim porcie - czyżby symbol zmiany polityki wobec Rosji?

Wykop Skomentuj103

    Wydaje się, że mamy do czynienia ze znacznie istotniejszymi sprawami. Otóż, jak można przypuszczać, Berlin przygotowuje się do stopniowego rozmontowania antyrosyjskich sankcji. Odbędzie się to najprawdopodobniej według scenariusza zapowiedzianego w swoim czasie przez ówczesnego niemieckiego szefa MSZ, a obecnie prezydenta Steinmeiera. Jakiekolwiek ustępstwa Rosji w sprawie uregulowania sytuacji w Donbasie zostaną odczytane jako gest dobrej woli i w charakterze wzajemności reżim sankcji zostanie „poluzowany”. Oczywiście kontekst jaki tworzą całej sprawie wybory na Ukrainie jest tutaj oczywisty. Spodziewane zwycięstwo Zełenskiego spowoduje ożywienie „formatu mińskiego”, już tylko z tego powodu, że chce on jego poszerzenia o Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię. Jest to mało realne, ale ożywienie nastąpi, zwłaszcza, że do tej pory dyplomacja zachodnioeuropejska (tzn. francuska i niemiecka) mówiły niemal jednym głosem z Rosja, wskazując, że główną barierą wprowadzenia pokojowych rozwiązań na Ukrainie, stanowi nieprzejednana postawa prezydenta Poroszenki. Teraz, wszystko na to wskazuje, jego miejsce zajmie znacznie bardziej ugodowy, a przede wszystkim mniej doświadczony Zełenski i będzie można powrócić do negocjacji. Polityk mający sporo niepokojących pomysłów, takich jak np. przeprowadzenie referendum w sprawie członkostwa Ukrainy w NATO. Pierwsze przejawy tego miały już miejsce – Zełenskiego przyjął prezydent Francji, co prawda ponoć na prośbę sztabu kandydata, ale tego samego dnia, co urzędującego prezydenta Ukrainy. Trudno tego nie odczytywać w kategoriach wyraźnego sygnału. Rosja też przygotowuje się do „nowego rozdania”. Właśnie poinformowano, że rusza tam przyspieszona procedura wydawania rosyjskich paszportów mieszkańcom Donbasu. Specjalnie w tym celu rosyjski ustawodawca zrezygnował z egzekwowanej do tej pory zasady, w myśl której każdy kto ubiega się o rosyjski paszport musiał udowodnić, że minimum 3 lata mieszkał na terytorium Federacji Rosyjskiej. Teraz ten obowiązek zniesiono, co oczywiście trzeba uznać za jeden z elementów presji na Kijów, ale również na przygotowywanie się do sytuacji, kiedy Ukraina stanie się państwem federacyjnym. A jeśli to nie nastąpi, to realizowany będzie scenariusz zapasowy, który wprost opisał niedawno Dmitri Trenin znany rosyjski analityk ds. międzynarodowych, proponując aby Rosja zrezygnowała z Donbasu, bo ziemi ma wystarczająco dużo, ale w zamian zatroszczyła się o to, aby ściągnąć do siebie mieszkańców tych obszarów. I na tym, państwu, cierpiącemu na kryzys demograficzny, jakim jest Rosja, winno, zdaniem Treniana najbardziej zależeć.

    To wszystko wpisuje się w całą czekającą nas sekwencję zdarzeń w Europie. Ale zanim poświęcimy temu tematowi nieco uwagi warto zwrócić uwagę na ostatnie informacje, jakie pojawiły się w mediach, dotyczące sytuacji Austrii. Otóż Reuters poinformowała, że brytyjskie i holenderskie służby specjalne ograniczyły do minimum kontakty ze swymi austriackimi odpowiednikami, uznając, że są one zinfiltrowane przez Rosjan i nie dają gwarancji, że informacje wywiadowcze, którymi w ramach europejskiej współpracy wymieniają się wywiady, nie trafią do Moskwy. Kontakty ograniczone są do minimum, tzn. jedynie informacje związane z zagrożeniem islamskim terroryzmem są kolportowane. W całej sprawie chodzi ponoć o to, piszą o tym austriackie gazety, że kiedy w listopadzie ubiegłego roku aresztowano w Austrii wysokiego rangą oficera wywiadu, który okazał się rosyjskim szpiegiem, to w kraju zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Dla porządku przypomnieć trzeba, że złapanie szpiega we własnych szeregach wcale nie było zasługa austriackiego kontrwywiadu, ale informacja o jego powiązaniach przyszła z zewnątrz. Mówiło się o służbach niemieckich, ale również brytyjskich. I zaraz po aresztowaniu pułkownika austriackiego Sztabu Generalnego, który okazał się szpiegiem, w centrali austriackiego kontrwywiadu, ale również w prywatnych domach jego pracowników, policja przeprowadziła serię rewizji, konfiskując wiele dokumentów i materiałów. Akcje tę, którą zresztą kilka tygodni później, wiedeński sąd uznał za nielegalną, przeprowadzono na zlecenie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. A trzeba przypomnieć, że fotel ten, podobnie jak szefa ministerstwa obrony i spraw zagranicznych, zajmuje polityk z Partii Wolności, koalicyjnego partnera premiera Kurza. Cała sprawa wydaje się, delikatnie to określając, dziwna, ale mnie dziwi co innego. Otóż dwuznaczna polityka Wiednia wobec Rosji nie wzbudza zastrzeżeń po stronie Niemiec, które są głównym partnerem politycznym Wiednia. Rosyjscy analitycy wprost piszą o tym, że w zakresie polityki zagranicznej kanclerz Kurz nie zrobi niczego, co byłoby sprzeczne z linią polityczną Niemiec. Przede wszystkim nie podniesie kwestii zniesienia antyrosyjskich sankcji, ale kiedy taki moment się pojawi, to z pewnością znajdzie się w obozie zwolenników zniesienia. Tylko, że taki obóz zbudować musi i może, w dzisiejszych europejskich realiach tylko Berlin. Wiedeń jest oczywiście beneficjentem rosyjskich inwestycji gazowych w Europie, w podobnym stopniu co Berlin ma zamiar na nich zarabiać. I dziś wyraźnie widać, że ten obszar, związany ze sprawami gospodarczymi, powoli staje się dominującym. Mniej liczą się podejrzane powiązania z Moskwą, a bardziej wola współpracy ekonomicznej. Nawet stanowisko w sprawie emigrantów z krajów muzułmańskich już tak bardzo nie przeszkadza.

Wykop Skomentuj103
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka