Marek Wilczur Marek Wilczur
248
BLOG

ZAŻÓŁĆ GĘŚLĄ JAŹŃ W WALENTYNKI

Marek Wilczur Marek Wilczur Polityka Obserwuj notkę 4

 

 

 

Zażółć gęślą jaźń.

To trzeba wystukać na komputerowej klawiaturze, by sprawdzić, czy font zawiera wszystkie polskie znaki diakrytyczne.

Jest to zdanie bez sensu zupełnie tak samo, jak trzy kolory piesków króla Sobieskiego, które przywołuje się w pierwszych klasach artystycznych szkół malowania na szkle, płótnie i desce.

Kolory się przywołuje, nie pieski.

To tytułem wstępu do rozważań walentykowych, które w całości poświęcam tym, którzy dostali bzika na punkcie 14 lutego.

Tym, którzy się jeszcze trzymają zdrowego rozsądku zdradzę, że są równie niemodni, jak ja.

Dziesięć lat temu w walentynkowe przedpołudnie szedłem na pocztę, by wysłać faks.

W połowie drogi zaterlikał mi esemes w komórce.

Dostałem wiadomość od Aśki, że chyba przyjdzie do mnie przed wieczorkiem.

Oburzyłem się na tryb zawarty w wiadomości, że chyba i odpisałem, że łaski mi nie zrobi.

Nawet jeśli przyjdzie.

Ledwie stanowczo brzmiące demarche wysłałem i znów zaterlikała moja wypasiona nokia bananowa.

Na wyświetlaczu wyczytałem, że jestem wulgarny, ale nie mam tracić nadziei.

Skoncentrowałem się na wysyłaniu faksu, bo wiadomość była dla mnie niezrozumiała, a na poczcie trudno było o należyte w takowych razach skupienie, niezbędne do zredagowania prośby o doprecyzowanie zarzutu co do mej rzekomej wulgarności.

Zupełnie wieczorkiem dowiedziałem się, że całe nieporozumienie wynikło z mojego pośpiechu, w którym zaniedbałem byłem pisownię.

Językoznawcy spierają się, czy literkę ł można zaliczać do zbioru liter diakrytyzowanych, czy jest to normalna, szeregowa litera alfabetu.

Tamtego czternastego lutego nic nie wiedziałem o tych wątpliwościach i najzwyczajniej nieświadom skutków w mej buńczucznej odpowiedzi użyłem literki l.

A Aśka odczytała to zbyt dosłownie.

Dwukrotnie...

 

 

 

subiektywnie nieobiektywny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka