4 obserwujących
86 notek
72k odsłony
9658 odsłon

Gdzie jest Jarosław Kaczyński?

Wykop Skomentuj120

W międzyczasie prezydent Andrzej Duda wygłaszał liczne okolicznościowe, płomienne i bogoojczyźniane przemówienia, wzbudzając aplauz gawiedzi, czytaj ludu pisowskiego. W istocie; gdy przypomnimy sobie trybuna ludowego Bronisława Komorowskiego, to nie tylko zęby bolały podczas jego publicznych wystąpień, ale żal ściskał wszystko, co było do ściśnięcia. Retoryczna nowa jakość widoczna była gołym okiem. Zięć poety bił na głowę gajowego… no, ale nie to jest tematem mojej rozprawki. Wróćmy zatem na szlak główny!

Jeśli kiedykolwiek Andrzej Duda trzymany był na krótkiej smyczy przez Jarosława Kaczyńskiego, a mogło o tym świadczyć przydzielenie, podczas kampanii prezydenckiej w 2015 roku, Andrzejowi Dudzie Beaty Szydło, żołnierza oddanego Panu Prezesowi, wiernego i sprawdzonego w boju, to nie ma najmniejszych wątpliwości, że Andrzej Duda urwał się z tej smyczy w dość gwałtowny i bezkompromisowy sposób. Kaczyński bardzo wcześnie zorientował się co w trawie piszczy, zanim jeszcze do Polaków dotarło, że Andrzej Duda nie zamierza iść z nim ręka w rękę. Wymowne stały się, już w kilkanaście tygodni po zaprzysiężeniu, chłodne powitania obu panów rejestrowane wścibskim okiem telewizyjnych kamer. Tylko, że prezydenta Andrzeja Dudę i Prezesa Jarosława Kaczyńskiego, z chwilą tego zaprzysiężenia, zaczęła dzielić instytucjonalna i funkcyjna przepaść. I Duda dobrze wiedział, że były premier ze swoim stanowiskiem prezesa z ulicy Nowogrodzkiej przestaje być dla niego równorzędnym partnerem. I czekał na kolejne okazje, żeby pokazać Prezesowi, kto jest prezydentem, jeśli nawet nie wszystkich Polaków, to w każdym razie ich wielkiej liczby. Od teraz Jarosław Kaczyński musiał komunikować się z prezydentem poprzez emisariuszy, a każda osobista wizyta w Pałacu Namiestnikowskim, jak te odbyte przy okazji negocjacji dotyczących szukania „kompromisu” w sprawie „ustaw sądowych”, okraszone musiały być politycznym upokorzeniem. To Andrzej Duda rozdawał karty i wistował nieśpiesznie na podkopanie autorytetu człowieka, który miał decydujący udział w wyniesieniu go na najwyższy urząd w państwie. Nie będę bardzo odkrywczy, gdy napiszę, że kluczem do drugiej kadencji Andrzeja Dudy jest maksymalnie osłabiony Jarosław Kaczyński i, choćby rozchwiana, a najlepiej skonfliktowana wewnętrznie, partia Prawo i Sprawiedliwość.

Zostawmy na chwilę na boku prezydenta Andrzeja Dudę i jego „szorstką” znajomość z Prezesem Jarosławem Kaczyńskim i pożeglujmy do drugiego przyczółka naszego polskiego „trójkąta bermudzkiego”.

Zbigniew Ziobro, bo o nim będzie mowa, pokazał pazury już dużo wcześniej i dużo wcześniej, mówiąc z przekąsem, objawił w jaki sposób rozumie lojalność i solidarność z przywódcą Prawa I Sprawiedliwości. Co prawda decyzja o politycznej inwestycji w „Solidarną Polskę” kosztowała go tymczasem – być może –  nawet prezydenturę, którą w zastępstwie rokoszanina Ziobry dostał Andrzej Duda, ale „ZiZu” to człowiek młody i może poczekać. Póki co Ziobro spadł na przysłowiowe cztery łapy, bo Prezes Jarosław Kaczyński wykazał wielką wielkoduszność i przygarnął syna marnotrawnego, oddając mu we władanie folwark polskiego wymiaru niesprawiedliwości, na którym można się bardzo dobrze lansować i wypromować. Można odnieść wrażenie, że Zbigniew Ziobro w dość szczególny sposób stara się tę okazję wykorzystać. Moje obserwację z tym związane zawarłem w czerwcu 2017 roku w materiale prasowym, zob. http://pressmania.pl/zbigniew-ziobro-piata-kolumna-dobrej-zmiany/, w którym pokazałem na przykładach z bliskiej mi Małopolski, w jaki sposób Prokurator Generalny „dobrej zmiany” zawarł sojusz z postpezetpeerowską pajęczyną, żeby najdelikatniej określić to środowisko, która oplotła struktury polskiej prokuratury. Aneks do powyższego artykułu (tj. o piątej kolumnie „dobrej zmiany”) dopisało życie i moje śledcze, dziennikarskie ciągoty. Kto zapozna się z tekstem, który opublikowałem na moim portalu „Gorlice i Okolice” 29 marca 2018 roku, zob. http://gorliceiokolice.eu/2018/03/nawet-w-prl-u-o-skardze-kasacyjnej-prokuratora-regionalnego-w-krakowie-marka-wozniaka-do-naczelnego-sadu-administracyjnego/, ten przekona się naocznie, że niegdysiejsza przynależność do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej funkcjonariuszy publicznych w czerwonych żabotach, w prokuratorskim gospodarstwie Zbigniewa Ziobry, stała się wartością samą w sobie. Między bajki można włożyć, kolportowany dla naiwnych, obraz Zbigniewa Ziobry jako niestrudzonego dekomunizatora polskiego życia publicznego. Mam natomiast nieodparte wrażenie, że tzw. lans, urzędującego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego polega na pragmatycznym, punktowym doborze problemów, w które potem Zbigniew Ziobro wkracza w świetle telewizyjnych kamer, ot chociażby, publikując w Internecie 1 stycznia 2018 roku Rejestr Sprawców Przestępstw na tle Seksualnym. W tym samym czasie nic nie słychać, żeby Zbigniew Ziobro wstawiał się za więzionymi z powodów politycznych Adamem Słomką czy Zygmuntem Miernikiem. Podałem tylko wybrane ad hoc przykłady, żeby unaocznić metodę na wspieranie sondaży popularności pana ministra i prokuratora generalnego. Przydadzą się w wyborach prezydenckich za parę lat!

Wykop Skomentuj120
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka