dr Wincenty Kalemba dr Wincenty Kalemba
12539
BLOG

PiS nie rządzi, bo traktował suwerena jak głupka

dr Wincenty Kalemba dr Wincenty Kalemba PiS Obserwuj temat Obserwuj notkę 60
Do dnia dzisiejszego pojawia się pytanie dlaczego PiS stracił władzę. Przewija się wiele analiz i wniosków, osnutych wokół tego jednego pytania: dlaczego? Ale odpowiedź na to pytanie jest prosta, jak w tytule.

Przykładów traktowania przez PiS wyborców jak głupków jest sporo. Z braku miejsca ograniczę się do dwóch, ale za to dość jaskrawych. Zacznę od pandemii COVID-19. W związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa w Polsce rząd „zamknął” lasy i wprowadził ograniczenia m.in. w przemieszczaniu się, ale z pewnymi wyjątkami: drogi do pracy i do domu, wolontariatu w walce z koronawirusem oraz załatwiania niezbędnych spraw życia codziennego. W Święto Zmarłych PiS zamknął przed Polakami wszystkie cmentarze. Jednak na terenie Cmentarza Powązkowskiego w Warszawie pojawił się prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński w towarzystwie kilku osób. Udał się on na grób swojej matki Jadwigi Kaczyńskiej, a także symboliczną mogiłę pary prezydenckiej - Lecha i Marii Kaczyńskich. Prezesowi wolno, bo parafrazując Kazika: „Jego ból jest lepszy niż mój”. Dziennikarze zwrócili się z pytaniem do przedstawicieli zarządu cmentarza Starych Powązek o to, czy nikt nie może odwiedzić grobu bliskich. „Nie proszę państwa, cmentarz jest zamknięty” - odpowiedział przedstawiciel zarządu. Natomiast w 10 rocznicę katastrofy smoleńskiej na placu Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie kilkunastu polityków PiS składało jednocześnie kwiaty pod pomnikiem prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz ofiar tragedii. Robiąc to, nie zachowywali odpowiedniej odległości od siebie, wymaganej we wprowadzonych przez rząd obostrzeniach związanych z pandemią COVID-19. Byli to między innymi prezes PiS Jarosław Kaczyński, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, premier Mateusz Morawiecki i wicepremierzy - Jacek Sasin i Piotr Gliński. I to w czasie, kiedy „pospólstwo” miało siedzieć potulnie w domach i według jednego specjalisty od wirusów z Rady Medycznej przy Premierze mieć, nawet we własnych czterech ścianach, założone maski na ryjach.

Przyjrzyjmy się z kolei propozycjom emerytur stażowych, temat nowy, czy może stary? Przywoływany przez PiS przed każdymi wyborami, by oszałamiać suwerena. Także ostatnio prezes PiS Jarosław Kaczyński ogłosił jeden z konkretów programowych partii w czasie kampanii przed wyborami parlamentarnymi. To obietnica wprowadzenia po wyborach emerytur stażowych. Pytanie zatem, dlaczego rząd nie zrealizował dotąd tego postulatu? Przecież dwa projekty ustaw: prezydencki i obywatelski, pod którym podpisy zbierała sama „Solidarność”, leżą w Sejmie od prawie czterech lat. Można powiedzieć, że pomysł emerytur stażowych już powoli zaczyna trącić myszką. To temat, który PiS wyciąga przed każdymi wyborami jak przysłowiowego królika z kapelusza. Uwagę zwraca lapidarność zapowiedzi prezesa partii: „Emerytury stażowe prowadziłyby do tego, że kobiety niewiele po pięćdziesiątce, a to są, jeśli nie dotknie kogoś jakaś choroba, panie w pełni sił, a z punktu widzenia kogoś takiego jak ja, a takich starszych panów też trzeba brać pod uwagę, to są po prostu młódki, dziewczęta” — mówił Kaczyński. Dodał, że mężczyźni przechodziliby na emerytury trochę później, ale też w pełni sił. „To byłaby taka druga pensja, bo ogromna większość z tych ludzi pracy by nie porzuciła, a Trybunał Konstytucyjny orzekł swojego czasu, że nie wolno nikomu odbierać emerytury, bo to jego pieniądze. W związku z tym, jak pracuje, to również ma prawo do emerytury” — powiedział człowiek, który sam pracę zawodową zakończył w 48 roku życia.

Żal, że PiS nie jest normalną prawicową partią, bez robienia z suwerena idioty i tych wszystkich wariactw, które doprowadziły wreszcie do tego, że musiał oddać władzę, choć wygrał wybory. Gdyby PiS był normalną, nawet bardzo konserwatywną partią, to w tej sytuacji mógłby sobie spokojnie, spacerkiem negocjować budowę nowego rządu z Trzecią Drogą albo PSL i Konfederacją, czy nawet z Lewicą. Ale nie jest normalną partią i płaci polityczny rachunek za brak zasad w prowadzeniu polityki. Losy poprzednich koalicjantów PiS – zwłaszcza Andrzeja Leppera i Jarosława Gowina – nakazują najdalej posuniętą ostrożność wobec jakichkolwiek aliansów z Kaczyńskim. Prezes PiS wobec swoich sojuszników prowadzi bowiem równie brutalną i równie pozbawioną zasad politykę co wobec swoich przeciwników. W ciągu ostatnich ośmiu lat pisowscy politycy i popierający ich liderzy opinii przestrzegali nieprawicową część społeczeństwa: jesteście mniejszością i jak byście się nie zmobilizowali, my zawsze zmobilizujemy się bardziej. „Jak przyjdzie co do czego, to my nakryjemy was czapkami” – konkludowali. Wybory właśnie zweryfikowały tę ich fantazję. Oddanie władzy przez PiS, osobiście uważam, że ze szkodą dla Polski, jest zasługą prezesa partii, któremu dedykuję słowa z „Niepokonanych” Perfectu: „Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść”.

za: rp.pl; poradnikprzedsiebiorcy.pl; prawo.pl; businessinsider.com.pl; krytyka polityczna.pl

Jestem energiczny, ekstrawertyczny, ufny swoim możliwościom, zawsze dążący do osiągnięcia konkretnego celu.

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka