Jam kapitan żandarmerii,
w żandarmerii chłopcy dzielni,
chłopcy dzielni, że aż ha,
ale najdzielniejszy — ja.
Jak dębczaki rosłe chłopcy,
drżyj, gdyś im klasowo obcy!
Wycisk dadzą ci, aż ha,
lecz największy wycisk — ja!
Pełni krzepy i tężyzny
biją chłopcy dla ojczyzny,
lecz nim zbiją, hejże ha,
biorę w ręce sprawę ja!
Tu przesłucham, tam przebadam,
kopnę w nerę, bólu zadam,
jęczy agent USA,
gdy prowadzę sprawę ja!
Gdy przekroczę plan wycisku,
sam minister dłoń mi ściska,
gra muzyka, w oku łza,
bo się łatwo wzruszam ja.
W dwuszeregu chłopcy karni,
także się należy dar im,
baczność i do nogi broń!
A ja ściskam chłopcom dłoń.
Robotniczo-chłopskie syny
potem idą na dziewczyny,
dzielnie jebią chłopcy — ha!,
lecz największy jebak — ja!
Czy pannica, czy gamratka,
czy rozwódka, czy mężatka —
każdą w łóżku będę miał,
bo ja jestem chłop na schwał.
Błyszczą dziarsko epolety,
oglądają się kobiety.
Cóż za piękny żandarm, a?
A to właśnie jestem ja!
I tak sobie człowiek rośnie
w socjalizmu cudnej wiośnie,
muszą rosnąć chłopcy, ha!,
lecz najbardziej muszę — ja!
Janusz Szpotański



Komentarze
Pokaż komentarze (1)