Będąc jeszcze czynnym alkoholikiem (właściwie: prostym pijakiem) miałem wiele lęków. Od demonów (całkiem racjonalne, jak obejrzało się 14 sezonów Supernatural), po siadanie tyłem tak, żeby nie mieć za sobą ściany. Sypałem sól pod drzwi i siadałem zawsze tyłem do ściany, najlepiej w rogu sali.
Gdy przestałem pić, zrozumiałem, że część moich lęków była po prostu irracjonalna, i tak pozbyłem się problemu z demonami. Mimo to, na wszelki wypadek, wciąż siadałem plecami do ściany.
Ja walczę ze swoimi lękami - powiedział mi jakiś alkoholik na jednym z warsztatów. - I większości z nich się pozbyłem.
Pierwszym krokiem do pokonania lęku - powiedziała moja terapeutka - jest odpowiedź na pytanie: co może stać się najgorszego.
Zastanowiłem się, czego boję się najbardziej w siedzeniu tyłem do otwartych przestrzeni. Nie znalazłem racjonalnych powodów. Nie umiałem wyobrazić sobie, co mogłoby się stać najgorszego, poza tym że zginę. Ile osób ginie w restauracjach zabitych w jakikolwiek sposób, bo siedzieli tyłem do sali? No właśnie.



Komentarze
Pokaż komentarze