Mam przyjaciela, który planuje wszystko w najdrobniejszych szczegółach. Wyjeżdżając na wakacje, wszystko ma przygotowane z miesięcznym wyprzedzeniem i zapisane co do (pewnie) minut.
Ja tak nie umiałem i do dziś nie umiem. Postępując zgodnie z popularnym na mityngu powiedzeniem, że mój Bóg, Jakkolwiek Go Pojmuję, zaśmiewa się do łez, gdy zaczynam planować, staram się i ja nie robić wielkich planów. Planuję dzień, stawiając sobie cele do osiągnięcia, lecz w pracy i nie tylko często sięgam dalej. Chcę odwiedzić Brata, a że ten mieszka bardzo daleko, bilety potrzebuję zamówić z wyprzedzeniem. Szanując czas szefa, umawiam się z nim wcześniej na spotkanie.
Jest jeden aspekt mojego życia, którego nie planuję - moja trzeźwość. Podczas terapii miałem ogromny problem, by wyobrazić sobie, że mam nie pić do końca życia. Dziś również nie umiem sobie tego wyobrazić. Jestem w stanie wyobrazić sobie jeden dzień. Najbliższą godzinę, gdy dopada mnie głód.Dziś nie piję - umiem do siebie powiedzieć. I podziękować na koniec dnia za dar trzeźwości.



Komentarze
Pokaż komentarze