Wychodzę z założenia, że pieniądze nie są najważniejsze, tym niemniej są potrzebne, bo bez nich bywa trudno.
Po powrocie z ośrodka odwykowego, rzuciłem się na zakupy. Po pierwsze, prawie dwa miesiące nie wydawałem pieniędzy, po drugie, założyłem, że skoro nie piję, to mam za co.
Bardzo uczciwie pracowałem by odkupić jakieś wymyślone przeze mnie winy.
Bez żalu odszedłem z firmy, gdy zrozumiałem, że po prostu mnie wykorzystują. Pracuję w innej firmie, zarabiam dużo lepiej i nie mam zamiaru czuć się z tego powodu materialistą. Zarabiam i mam prawo wydawać, inna sprawa, że przestałem kupować niepotrzebne rzeczy, pozbywam się tych, które kupiłem w jakimś amoku, często je po prostu oddając za darmo. Czasem też zdarza się, że nie pójdę na mityng, bo akurat wyskoczyło coś w pracy. Nauczyłem się tym nie przejmować, podobnie jak tym, że często wychodzę po pierwszej części. Chodzę na mityngi jak mi potrzebne. Staram się mieć w tym umiar. Jak we wszystkim innym. Każda przesada jest - w ostatecznym rachunku - niedobra.



Komentarze
Pokaż komentarze