Często słyszę ludzi narzekających na okoliczności. Czasem słyszę różne epitety pod swoim adresem. Niekiedy spotykam się z nieżyczliwym spojrzeniem, czasem wręcz wrogością. Nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swoją opowieść - za Desideratą powtarza moja Żona.
Z drugiej strony przestałem przepraszać za bzdury, jak również za to, że jestem sobą. Gdy przesunę czyjś wózek w sklepie lub ktoś uderzy we mnie - nie przepraszam. Szczególnie czułem się winny w sytuacji, gdy odbiło się ode mnie (jestem słusznej wagi) dziecko lub kobieta.
Przestałem przywiązywać wagę do tego, co robią wokół mnie i mówią o mnie inni. Dopóki uważam, że zachowuję się w porządku, jestem uczciwy wobec siebie i innych - czuję się ze sobą dobrze.
Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności. Wydaje mi się, że rozwinąłem siłę ducha, by była dla mnie tarczą w trudnych momentach.
Co nie znaczy, że już mogę odpuścić. Staranie powinno wciąż trwać.



Komentarze
Pokaż komentarze