Uważam, że trzeźwość utrzymuję w dużej mierze dzięki marzeniom. Gdzieś przeczytałem, że cele to marzenia z datą wykonania. Ja patrzę na nie raczej jak na miejsca, w których chciałbym kiedyś być.
Nie planuję, bo mi to nie wychodzi.
Na terapii nauczyłem się operować celami, nie planować dnia od godziny do godziny (choć na terapii tak robiłem), ale mieć cel do osiągnięcia (czego na terapii nie robiłem).
Nauczyłem się jednak czegoś jeszcze. Traktowałem cele jako całość - osiągnięte (zwycięstwo) lub nieosiągnięte (porażka). Świat nie jest jednak zero-jedynkowy. Jest skomplikowany, a co więcej - duże rzeczy składają się z małych rzeczy. Można osiągnąć zatem jakąś część celu, pomniejszy cel, może zaś po prostu go nie osiągnąć.
Bo nie cel jest ważny, tylko to, co ze sobą niesie. A może przynosić na przykład doświadczenie. Siłę. Lub nadzieję.



Komentarze
Pokaż komentarze