Modlitwa kojarzyła mi się zawsze z paciorkiem, do którego zmuszali mnie dorośli, gdy byłem dzieckiem. Chodzeniem do kościoła i odprawianiem rytuałów, których najpierw nie rozumiałem, a potem nie szanowałem. Aż wreszcie je znienawidziłem.
Teraz modlę się codziennie. Właściwie zawsze wtedy, gdy potrzebuję modlitwy. Mam kilka formułek, których używam. Najczęściej jednak chyba wypowiadam słowa: Dziękuję ci, Boże, za to co mi dałeś, co mi odebrałeś i co mi zostawiłeś.
I naprawdę tak myślę. Moje życie już od jakiegoś czasu nie jest serią wygranych i porażek, tylko ciągiem doświadczeń, które przeżywam po kolei.
Dzieje się tak od czasu, gdy przestałem pytać dlaczego ja. Tym samym przestałem użalać się nad swoim losem, bo zobaczyłem, że jest mnóstwo osób, które przeżywają swoje życie z podniesioną głową, bez niepotrzebnego roztrząsania. Pytanie po co jest równie zasadne. I ważniejsze. Głęboko wierzę, że wszystko dzieje się pod coś. I jestem naprawdę wdzięczny za to, co mnie spotyka.



Komentarze
Pokaż komentarze