Wydaje mi się, że nieźle sobie radzę z uprzedzeniami. Miałem ich całe mnóstwo: właściwie każdy, kto nie był mną mi nie pasował. Pić w końcu trzeba w inteligentnym towarzystwie.
Pogardzałem gejami jak każdy (w tamtym moim rozumieniu) normalny facet. Okazało się, że mój brat jest homoseksualistą, a co więcej - każdy człowiek ma gdzieś w sobie pierwiastek homoseksualizmu. Wiele wyjaśniło mi się, gdy żegnałem się z moją grupą terapeutyczną. Geje wydawali mi się mięczakami, a mnie uczono, że facet nie płacze. I podczas swojego ostatniego spotkania, czytania ostatniej pracy sam nie potrafiłem powstrzymać łez.
A potem poznałem partnera mojego brata. Okazał się normalnym, wesołym, otwartym facetem, z którym złapałem świetny kontakt bez podtekstów, jak moja Żona z moimi znajomymi (bliższymi i dalszymi) koleżankami.
Często wciąż łapię uprzedzenia, lecz już się nauczyłem, że często nie wynikają z tego, że inni są inni, a z tego, że widzę w nich coś, czego nie chcę widzieć u siebie, albo to wypieram. Lub po prostu jestem taki sam i działa mi na nerwy lustro, w którym się przeglądam. Otwórz umysł - powiedział Neo w filmie „Matrix”. I skoczył.



Komentarze
Pokaż komentarze