Nie ma powodu, żeby zapić - powiedział mi kolega podczas jednego z pierwszych mityngów.
Dziś powtórzył to samo, dodając do tego swoją historię, i - myślę sobie - nie ma wielu osób, które miałyby większe prawo to powiedzieć.
Jego słowa, choć wtedy nie znałem jeszcze jego historii, pomogły mi przetrwać trudne momenty. A miałem, szczególnie na początku, kilka momentów zwątpienia. Raz nawet ruszyłem po alkohol.
Wiele osób radzi sobie (mówili zresztą o tym często przy czytaniu prac podczas terapii), nosząc ze sobą swoją listę strat. Mnie jakoś ten pomysł nie trafił. Szczerze mówiąc, posiałem gdzieś swoją listę, czy - właściwie - cały zeszyt, w którym zapisywałem swoje prace. Podobnie było z listą sygnałów ostrzegawczych. Tę zresztą robiłem jeszcze raz podczas terapii pogłębionej i - mimo zapisania na telefonie - zgubiłem również.
Czasem na mityngach słucham początkujących i cieszę się, że przypominają mi moją historię. Nie rozważam już swoich strat, raczej skupiam się na tym, żeby je naprawić, zamiast topić się we własnym rozżaleniu. Moim napędem dla trzeźwości jest raczej przyszłość.


Komentarze
Pokaż komentarze