Pod koniec pobytu w ośrodku odwykowym każdy wychodzący stawał się drażliwy, podirytowany, czasami wybuchał. Nie ominęło to też mnie, choć cieszyłem się, że wychodzę, że wracam do rodziny i już wkrótce zobaczę Żonę i Synków.
A jednak bałem się. Wejścia do sklepu na dworcu i kupienia w nim napoju na drogę, bo oczywiście, jak każdy sklep tego typu przy dworcu, oferował również, a może: przede wszystkim, alkohole. Sam wcześniej z takich bardzo często korzystałem.
Gdy wróciłem, ciężko mi było chodzić samemu na zakupy. Po pierwsze dlatego, że w większości sklepów, przy kasie, tuż za panią kasjerką znajduje się znane każdemu alkoholikowi morze możliwości.
Drugim powodem było to, że po prostu się wstydziłem. We wszystkich tych sklepach kupowałem wódkę, według specjalnej rozpiski na początku, a potem po prostu próbując sobie przypomnieć, gdzie dawno nie widzieli pijanej gęby.
W końcu zrozumiałem, że nie muszę patrzeć w stronę alkoholi. Panie kasjerki są ładne i uśmiechnięte, tylko wcześniej tego nie zauważałem.


Komentarze
Pokaż komentarze