Często powtarzam, że jestem alkoholikiem, więc mam skłonność do przesady. Dziś już jestem w stanie zorientować się, że coś robię za często, za szybko, za dużo. Wtedy staram się ograniczać.
Koleżanka z terapii powiedziała kiedyś, że mogłaby się uzależnić właściwie od wszystkiego, nawet zdarzyło się jej chodzić za często na siłownię.
Jest w tym coś, że ja i tacy jak ja mają skłonność rzucać się w wir i poświęcać zadaniu bez reszty. Wydawałoby się - idealny pracownik.
Tylko pracownik kompletnie bezkrytyczny. Ja zresztą zawsze czułem się lepszy od innych. Inteligentniejszy. Przystojniejszy. Ciekawszy. Gdy patrzę teraz na swoje wspomnienia, zauważam, że byłem bardzo zadufany w sobie. Właśnie - nie grzeszyłem pychą, tylko przede wszystkim - patrzyłem na siebie. Byłem centrum wszechświata i moje uczucia się liczyły. „Moje” i „ja” - te dwa słowa bardzo często powtarzałem, bo były moim światem.
Teraz również używam często słowa „ja” - na mityngach. Gdy opowiadam o sobie. Dzieląc się doświadczeniem, siłą i nadzieją.


Komentarze
Pokaż komentarze