Dwóch moich znajomych bardzo się nie lubi. Właściwie - ciężko im wytrzymać w swoim towarzystwie. Jeden z nich jest moim bliskim przyjacielem i ma dłuższy (dużo) staż trzeźwości, niż ja.
- Po co ci to? - zapytałem go kiedyś.
- Sam się nad tym kiedyś zastanawiałem - odpowiedział mi. - Pomyślałem sobie, że właściwie to sobie robię krzywdę.
Wciąż nie łączą ich przyjacielskie stosunki, lecz nie ma już w moim przyjacielu wielkiej niechęci.
Przyszło mi to do głowy już czas jakiś temu, że uraza, a szczególnie jej chowanie w sobie, nie załatwia niczego. Eskaluje, rośnie, zmienia się w coraz bardziej nielogiczną całość. Każdy ma swoje pomysły, motywacje, poglądy i nie jest moją sprawą to zmieniać. Uraza - jak się okazało kilkukrotnie w czasie mojego trzeźwego czasu - była w mojej głowie, po mojej stronie. Bardzo często ją sobie wymyślałem. Że ktoś mnie nie lubi. Że robi mi na złość. Że jest po prostu wredny. Tymczasem to tylko ja tak myślałem. Jak przebaczać? Można by przywołać: i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy / przebaczać. Ja wolę mówić o tym, że staram się nie chować urazy.


Komentarze
Pokaż komentarze