Bardzo podobała mi się idea asertywności. Dbanie o siebie, własne interesy i pilnowanie, żeby nie było mi gorzej, niż innym.
Zostałem nauczony poświęcenia i skromności. Pokorne ciele dwie krowy ssie, takie tam. Tyle, że zamiast skromności ja wrzuciłem sobie do głowy, że nie powinienem mieć, nie powinienem nawet chcieć. Bo nie przystoi.
Się nie powinno.
Problem tkwił prawdopodobnie w tym, że całe życie uważałem się za gorszego. W głębi duszy, gdzieś tam, wiedziałem jednak, że jestem wartościowy, że zasługuję na coś lepszego niż moi rodzice. Niż małe miasteczko, w którym mieszkali i w którym miałem zostać, kiedyś, nauczycielem. Jak mój ojciec. Jak, prawdopodobnie, chciała moja mama.
Trochę do dziś mi to zostało. Z przyjemnością obdarowywałem wszystkich wokół.Ludzi, których kochałem lub przynajmniej bardzo lubiłem. Gdy sobie chciałem kupić iPada, wyrzucałem sobie, że jest drogi, że może nie potrzebuję, że pewnie są poważniejsze wydatki. W końcu zrozumiałem, że myślę starymi schematami. Że nie umiem myśleć o sobie na tyle dobrze.
Dziś piszę na tym iPadzie tę notkę. I nie wyrzucam sobie już, że go kupiłem. Jestem w kręgu osób kochanych przez siebie.


Komentarze
Pokaż komentarze