Dawno cię nie było - przywitała mnie przyjaciółka na mityngu. Tymczasem nie byłem tylko raz, w tamtym tygodniu.
Inna przyjaciółka, która zapiła, opowiadała swoją historię. Była to wstrząsająca historia upadku i smutku. W tym wszystkim jednak opowiedziała, jak przyszła na mityng i spotkała się z ciepłym przyjęciem. Nikt jej nie oceniał, a ją przytuliłem, dałem numer telefonu. Nie pamiętałem tej sytuacji.
Jest jeszcze inna przyjaciółka, drobna, niewysoka dziewczyna, matka czwórki dzieci, której zdiagnozowano guza piersi. Codziennie rano wysyłam jej (i kilku innym) zdjęcie strony książeczki, z której tu korzystam, wraz z krótkimi życzeniami na dobry dzień. Zawsze mi odpisuje.
Za mało pomagam - zwykł powiadać przyjaciel, wręczając kolejnemu bezdomnemu pieniądze, kupując obiad lub rzeczy, których potrzebuje.
Staram się dawać z siebie to, co mogę. Dzielę się doświadczeniem, siłą i nadzieją. Nie tylko na mityngach, ale również poza nimi. I nie tylko z uzależnionymi.
PS. Wczoraj wieczorem nie działał Salon24.pl. Nie wiem, czy cały wieczór, czy 15 minut, w trakcie których próbowałem się połączyć. Brak notki naprawiam dziś, mając nadzieję, że reszta pójdzie zgodnie z harmonogramem.


Komentarze
Pokaż komentarze