Gdzieś, podskórnie, czułem się jakoś lepszy od innych. Co nie zmienia faktu, że większość życia miałem wrażenie, że nie pasuję. Do pracy, którą wykonuję. Do miejsca, w którym mieszkam. Do ludzi, których spotykam.
Nie byłem duszą towarzystwa, raczej nieśmiały, wrażliwy, może nawet zbyt wrażliwy. Dlatego tak polubiłem alkohol, a właściwie to, co mi robił. Powodował, że problemy znikały, ja czułem się silniejszy, pewniejszy siebie.
I miałem swoją grupę, do której pasowałem. Mogłem wypić dużo alkoholu, miałem tak zwaną mocną głowę, więc pasowałem i miałem szacunek kilku innych stałych bywalców kilku knajp, w których sam byłem stałym bywalcem.
Bardzo wiele rzeczy było wtedy inaczej. Na przykład myślałem, że wszyscy piją.
Gdy przyszedłem do AA, również czułem się inny. Już na terapii zauważyłem, że moje dno było inne. Moje picie było inne. Moje życie nie pasowało do tamtych złamanych zupełnie żyć. Potem zrozumiałem, że zobaczyłem miejsce, w którym byłbym, gdybym nie zatrzymał się w porę. I tak samo nie kontrolowałem swojego picia. I nie straciłem wszystkiego - jeszcze. Wokół mnie jest jeszcze więcej ludzi, którzy nie piją.
A ja po prostu mam swoją opowieść. Nie gorszą i nie lepszą, niż innych. Moją.


Komentarze
Pokaż komentarze