Chcąc zaakceptować swoje ograniczenia trzeba najpierw znaleźć w sobie pokorę. U mnie (co już pewnie opisywałem) zaczęło się od złamania ręki (w sensie medycznym, chodzi o dłoń). Pamiętam to upokorzenie, które czułem, w momencie gdy poprosiłem Syna o zapięcie mi rozporka.
Nie czułem upokorzenia, gdy nieco wcześniej przepraszałem dziewczynę, której wjechałem w tył auta, bo gwałtownie hamowała, choć pieszy był 3 pasy wcześniej. Nie czułem go, gdy zapłaciłem jej za lekko wgnieciony tył. Nie czułem się upokorzony, gdy płaciłem za naprawę swojego.
Zabawne, że czuję teraz patrzę na te sytuacje zupełnie inaczej, a to właśnie sytuacja z rozporkiem nauczyła mnie najwięcej. Zauważyłem, że nie jestem młodzieniaszkiem. Zauważyłem, że nie jestem już w stanie tarzać się po macie przez godzinę. Nie jestem nawet w stanie grać w tenisa stołowego dłużej niż dwie godziny, bo boli mnie kolano. Nie będę programistą, choć to sprawia mi przyjemność. Nie będę umiał rysować genialnie, umiem zrobić obrazki do tego bloga. Mogę korzystać ze sztucznej inteligencji.
I może o to chodzi - żeby nie tylko poznać swojego ograniczenia, aczkolwiek czasem próbować je obejść. Poradzić sobie z nimi.


Komentarze
Pokaż komentarze