Czasem spoglądam wstecz. Bynajmniej nie po to, żeby się dołować. Lubię (nie za często), patrzeć na to, jaki zrobiłem postęp. Nie chodzi o to, żeby wpadać w samozachwyt (dlatego nie za często), lecz o to, żeby uświadamiać sobie, po co to wszystko.
Kiedyś, jeszcze w pijanych czasach podziwiałem różnych ludzi, w tym mojego szefa. Jednego z trzech, których szanuję do dziś. Kiedyś na obiedzie rozmawiał z naszym kolegą o chmurze obliczeniowej. Pomyślałem, że chciałbym tyle umieć, ale nie mam wykształcenia technicznego, jak oni.
Zdałem trzy egzaminy z tego tematu. Z tego jeden na poziomie inżyniera Microsoftu.
Nie mówię tego, żeby się chwalić. Wtedy powiedziałbym, że nie zdawałem więcej, bo mi się nie chciało (co, i owszem, ma co nieco wspólnego z prawdą). Mówię dlatego, że marzenia są po to, żeby je realizować. Od czasu, gdy myślałem, że to nie dla mnie nauczyłem się rzeczy, o których nie myślałem, że są dla mnie możliwe. Nie patrzę już, gdzie są ci, których podziwiałem. Wiem, gdzie jestem ja. I gdzie chcę być.


Komentarze
Pokaż komentarze