Obyś nie wytrzeźwiał za szybko - powiedział mi przyjaciel na pierwszym mityngu.
Nie głoszę dobrej nowiny, głosząc wszem i wobec, że alkohol to trucizna najgorsza, której do ust brać nie wolno. Nie jestem neofitą, który zmusza innych do zachowania abstynencji, bo sam nie pije. Nie mam misji zbawiania świata.
Nie rzucam się na nowoprzybyłego czy przybyłą. Szczególnie paniom się nie narzucam, nawet jeśli tylko chodzi o pokazanie gdzie co jest.
I - przede wszystkim - nie chwalę się, jak długo utrzymuję abstynencję.
Za to na każdym właściwie mityngu, nawet, gdy jestem na nim tylko przez godzinę, staram się coś powiedzieć. Staram się mówić o sobie, tym, jak mi się żyje teraz, kiedy nie piję. I właśnie dlatego, że nie piję. Niektórzy zarzucają mi, że nie mówię o piciu.
Dzięki Bogu, Jakkolwiek Go Pojmuję, nie piję. I tym wolę się dzielić, bo naprawdę nie liczy się teraz dla mnie z kim ile kiedy wypiłem. kogo to zresztą obchodzi….


Komentarze
Pokaż komentarze